Kiedy ktoś mówi „idę do prawnika”, rzadko robi to z radością, no chyba, że prawnik jest znajomym i będą to ploteczki przy kawie.
Najczęściej jednak nie są to pogaduchy, a oznacza to, że wydarzyło się coś trudnego. Rozwód, śmierć bliskiej osoby, konflikt rodzinny, oszustwo, utrata pieniędzy, spór z bankiem, pracodawcą albo sąsiadem. Za każdą sprawą, która trafia na moje biurko, stoi czyjaś historia. Właśnie tego nauczyło mnie kilkadziesiąt lat wykonywania zawodu radcy prawnego, że w tej pracy najważniejsze nie są przepisy, a ludzie.
Oczywiście, prawo trzeba znać. Trzeba śledzić zmieniające się przepisy, orzecznictwo sądów, stanowiska Sądu Najwyższego czy Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. To podstawa naszego zawodu. Jednak w moim przekonaniu sama wiedza nie wystarczy. Dobry prawnik powinien umieć również słuchać, analizować i posiadać tzw. instynkt prawny, niezwykle potrzebny przy wykonywaniu tego zawodu.
Bardzo często klient przychodzi przekonany, że jego problem dotyczy jednego przepisu. Tymczasem po godzinnej rozmowie okazuje się, że prawdziwy problem leży zupełnie gdzie indziej. Czasem wystarczy zadać kilka pytań, aby spojrzeć na sprawę z innej perspektywy. Dlatego nigdy nie lubię wyciągać pochopnych wniosków po pierwszych kilku zdaniach, bo często okazuje się, że sprawa ma drugie dno.
Przez lata nauczyłam się także, że nie każda wygrana w sądzie jest prawdziwym zwycięstwem. Można wygrać proces, a jednocześnie stracić zdrowie, relacje rodzinne, kilka lat życia i ogromne pieniądze. Są sprawy, w których warto walczyć do końca. Są jednak i takie, w których dobrze wynegocjowana ugoda daje klientowi znacznie więcej niż nawet najkorzystniejszy wyrok wydany po wielu latach.
Klienci często pytają mnie, czy po tylu latach coś jeszcze potrafi mnie zaskoczyć. Odpowiedź brzmi tak. Zaskakują mnie ludzie, ich pomysłowość, determinacja, ale też ogromna odwaga. Spotykam osoby, które po latach przemocy znajdują w sobie siłę, aby powiedzieć „dość”. Spotykam przedsiębiorców, którzy mimo ogromnych strat potrafią odbudować swoje firmy. Spotykam rodziców walczących o dobro swoich dzieci z niezwykłą konsekwencją. W takich chwilach widzę, że moja praca to coś więcej niż sporządzanie pism procesowych.
Nie ukrywam też, że są sprawy, które zostają ze mną na dłużej. Nie dlatego, że są skomplikowane pod względem prawnym, ale dlatego, że dotyczą ludzkich dramatów. Prawnik nie powinien podejmować decyzji pod wpływem emocji, ale nie oznacza to, że emocji nie ma. One są. Trzeba jedynie nauczyć się oddzielać je od profesjonalnego działania.
Przez lata przekonałam się również, że jedną z najcenniejszych cech w tym zawodzie jest szczerość wobec klienta. Nie obiecuję wygranej tylko dlatego, że ktoś chciałby to usłyszeć. Nie tworzę nierealnych scenariuszy. Czasami najlepszą poradą jest powiedzenie: „Ta sprawa będzie trudna”, „Dowody są niewystarczające” albo „Lepiej nie iść z tym do sądu”. Wiem, że nie zawsze są to słowa, których klient oczekuje, ale są to słowa, których potrzebuje.
Jest jeszcze jedna rzecz, której nauczyły mnie te wszystkie lata. Ludzie często trafiają do prawnika zbyt późno. Dopiero wtedy, gdy podpisali niekorzystną umowę, przegapili termin, wyrzucili ważne dokumenty albo konflikt urósł do rozmiarów, których wcześniej można było uniknąć. Dlatego od dawna powtarzam, że dobra porada prawna nie zawsze służy rozwiązywaniu problemów. Bardzo często pozwala im po prostu zapobiec.
Czy po wielu latach wykonywania zawodu nadal lubię swoją pracę? Tak. Choć bywa wymagająca, odpowiedzialna i niekiedy obciążająca emocjonalnie. Daje jednak ogromną satysfakcję. Zwłaszcza wtedy, gdy po miesiącach albo latach klient mówi: „Dziękuję. Dzięki Pani odzyskałam spokój”. To są słowa, których nie da się przeliczyć na żadne wynagrodzenie.
Na koniec chciałabym zostawić jedną myśl. Prawnik nie jest po to, aby mówić wyłącznie o przepisach. Jest po to, aby pomóc człowiekowi odnaleźć się w sytuacji, w której prawo staje się częścią jego codziennego życia. Za każdą sprawą, każdym pozwem i każdym wyrokiem stoi przecież czyjeś życie, czyjeś emocje i czyjaś nadzieja na sprawiedliwe rozwiązanie.
tego nauczyła mnie wieloletnia praktyka, że choć przepisy są fundamentem mojej pracy, to zawsze na pierwszym miejscu jest człowiek.
Dlaczego napisałam ten tekst właśnie dzisiaj, w poniedziałek, w samym środku wakacji? Dlatego, że to dobry moment, żeby na chwilę zwolnić. W codziennym biegu łatwo zapomnieć, że za kancelarią, togą i podpisem pod pismem procesowym stoi zwykły człowiek. Taki, który przez lata zbiera doświadczenia, uczy się na każdej sprawie i nadal potrafi spojrzeć na swoją pracę z dystansem.
Na blogu najczęściej piszę o przepisach, zmianach w prawie i praktycznych rozwiązaniach. Tym razem chciałam pokazać drugą stronę tego zawodu. Nie po to, żeby opowiadać o sobie, ale aby pokazać, że pomoc prawna zaczyna się od rozmowy, uważnego słuchania i zrozumienia problemu, a dopiero później od szukania odpowiednich przepisów.
Jeśli ten tekst sprawi, że następnym razem ktoś zamiast zwlekać umówi się na poradę odpowiednio wcześniej albo po prostu spojrzy na pracę prawnika trochę inaczej, to znaczy, że warto było to napisać.
