Anty-SLAPP – koniec pozwów służących zastraszaniu czy początek nowej dyskusji o granicach wolności słowa?
Od kilku tygodni w przestrzeni publicznej coraz częściej pojawia się pojęcie SLAPP. Dla wielu osób brzmi ono tajemniczo, choć samo zjawisko od lat występuje również w Polsce.
Dlaczego pojawiło się zainteresowanie, czym jest SLAPP? Dlatego, że od niedawna obowiązują nowe przepisy.
Te nowe przepisy, określane jako „ustawa anty-SLAPP”, mają przeciwdziałać wykorzystywaniu sądów do wywierania presji na osoby zabierające głos w sprawach publicznych.
Czy oznacza to, że od tej pory nie będzie można skutecznie dochodzić przed sądami ochrony swoich dóbr osobistych?
Absolutnie nie.
Czym zatem jest SLAPP?
SLAPP to skrót od angielskiego Strategic Lawsuit Against Public Participation, czyli strategicznego powództwa przeciwko uczestnictwu w debacie publicznej.
Nie chodzi tu o zwykły pozew o ochronę dóbr osobistych. Chodzi o sytuację, w której sam proces staje się narzędziem nacisku.
Wyobraźmy sobie dziennikarza opisującego nieprawidłowości, mieszkańca protestującego przeciwko inwestycji, aktywistę nagłaśniającego problem społeczny czy naukowca publikującego wyniki badań. Zamiast rzeczowej polemiki pojawia się pozew opiewający na setki tysięcy złotych, często połączony z żądaniem przeprosin, zakazem publikacji czy kolejnymi postępowaniami.
Nawet jeżeli taki pozew ostatecznie okaże się bezzasadny, osoba pozwana musi ponieść koszty, poświęcić czas, korzystać z pomocy prawnika i przez wiele miesięcy lub lat żyć w niepewności, czy jednak nie przegra tego procesu. To właśnie ten efekt zniechęcenia i zastraszenia określa się mianem „efektu mrożącego”.
Dlaczego potrzebne były nowe przepisy?
Unia Europejska uznała, że nadużywanie postępowań sądowych wobec osób uczestniczących w debacie publicznej stało się realnym zagrożeniem dla wolności wypowiedzi, pluralizmu mediów i prawa obywateli do zabierania głosu w sprawach publicznych. W odpowiedzi przyjęto dyrektywę zobowiązującą państwa członkowskie do stworzenia mechanizmów ochrony przed tego rodzaju powództwami.
Polska wdrożyła te rozwiązania, wprowadzając ustawę o szczególnych środkach ochrony osób uczestniczących w debacie publicznej przed oczywiście bezzasadnymi roszczeniami lub postępowaniami stanowiącymi nadużycie.
Co zmienia ustawa?
Najważniejsze jest to, że sąd nie będzie musiał prowadzić wieloletniego procesu tylko po to, aby stwierdzić, że powództwo od początku miało charakter instrumentalny i miało osiągnąć tzw. efekt mrożący.
Nowe przepisy przewidują między innymi możliwość wcześniejszej oceny, czy pozew nie stanowi nadużycia prawa procesowego. W określonych przypadkach sąd może szybciej zakończyć postępowanie, a także zastosować rozwiązania ograniczające wykorzystywanie procesu jako narzędzia nacisku. Ustawa przewiduje również katalog okoliczności, które mogą świadczyć o tym, że celem powództwa nie jest rzeczywista ochrona prawa, lecz stłumienie debaty publicznej, np. rażąco wygórowane żądania, wielokrotne wszczynanie podobnych postępowań, wykorzystywanie przewagi ekonomicznej czy uporczywe odmawianie polubownego zakończenia sporu.
Czy teraz każdy pozwany będzie twierdził, że padł ofiarą SLAPP?
Odpowiedź brzmi: nie.
Nie każdy pozew dotyczący wypowiedzi publicznej będzie miał charakter SLAPP. Nadal istnieją sytuacje, w których dobra osobiste zostały rzeczywiście naruszone, rozpowszechniono nieprawdziwe informacje albo doszło do zniesławienia czy bezprawnego naruszenia reputacji.
Nowe przepisy nie odbierają nikomu prawa do wystąpienia do sądu. Mają jedynie umożliwić odróżnienie spraw rzeczywiście wymagających ochrony prawnej od tych, które od początku służą przede wszystkim wywołaniu efektu zastraszenia.
Kilka słów na zakończenie.
Ustawa anty-SLAPP nie jest rewolucją, która zmienia zasady odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych. Jest raczej próbą znalezienia równowagi pomiędzy dwoma wartościami tj. prawem do ochrony dobrego imienia oraz prawem do swobodnego uczestniczenia w debacie publicznej.
Dopiero praktyka pokaże, jak często nowe przepisy będą stosowane i gdzie sądy wyznaczą granicę pomiędzy uzasadnionym dochodzeniem swoich praw a nadużyciem postępowania sądowego.
Jedno wydaje się jednak pewne, że proces sądowy nie powinien być narzędziem zastraszania. Powinien służyć rozstrzyganiu rzeczywistych sporów i ochronie prawa.
