Zostawił Cię po kilku latach związku. Odwołał ślub np. na dwa tygodnie przed uroczystością. Być może po rozstaniu opublikował w internecie Wasze prywatne wiadomości i opowiedział znajomym o sprawach i sytuacjach, które miały pozostać tylko między Wami.
Czy w takiej sytuacji można pójść do sądu i powiedzieć: „Złamał mi serce, proszę o odszkodowanie”?
Niestety, albo na szczęście, polskie prawo nie przewiduje takiego roszczenia.
Zdecydowanie tak, nie można pozwać człowieka tylko dlatego, że przestał nas kochać, zakochał się w kimś innym, zerwał związek czy odwołał ślub. Prawo nie nakazuje przecież nikomu pozostawania w związku uczuciowym.
Jednak, jak to zwykle bywa, jest tutaj pewne „ale”.
Dlaczego? Dlatego, że czasami problemem nie jest samo rozstanie. Problemem jest to, co ktoś robi przed nim, w jego trakcie albo już po nim.
Wtedy romantyczna historia może bardzo szybko stać się historią prawną.
„Przestał mnie kochać” i tego sąd nie naprawi.
Zacznijmy więc od początku i od rzeczy najprostszej.
Jeżeli ktoś mówi: „Nie chcę już z Tobą być”, to pomimo, że to jest bardzo bolesne, korzysta ze swojej wolności.
Pamiętać jednak należy, że nie ma przepisu, który pozwalałby domagać się pieniędzy tylko dlatego, że druga osoba zakończyła związek.
Pamiętać także należy, że nie ma prawnego obowiązku kontynuowania związku dlatego, że ktoś wcześniej obiecał wspólną przyszłość.
Nawet wieloletni związek, wspólne mieszkanie czy planowany ślub nie powodują, że jedna osoba może skutecznie zmusić drugą do pozostawania w relacji.
Serce nie jest więc dobrem majątkowym, którego utratę można łatwo przeliczyć na złotówki.
Natomiast człowiek ma inne dobra, które prawo chroni.
Tutaj zaczyna się ciekawa część naszego wpisu.
Rozstanie rozstaniem, ale prywatność to prywatność.
Partnerzy wiedzą o sobie takie sprawy, o których nie wiedzą inni. Mają dostęp do prywatnych wiadomości, zdjęć, informacji o rodzinie, zdrowiu, problemach osobistych czy życiu intymnym.
Dopóki jesteśmy razem, możemy dzielić się tymi informacjami z własnej woli.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy po rozstaniu jedna osoba uznaje, że skoro kiedyś miała dostęp do tych informacji, to teraz może zrobić z nimi, co chce.
Nie może.
Kodeks cywilny w art. 23 wymienia między innymi cześć, wizerunek i tajemnicę korespondencji jako dobra osobiste człowieka. Art. 24 k.c. przewiduje środki ochrony w razie ich naruszenia oraz pozwala w przypadkach przewidzianych prawem dochodzić zadośćuczynienia pieniężnego za naruszenie dobra osobistego.
Co to oznacza w praktyce?
Jeżeli np. były partner publikuje na Facebooku prywatną korespondencję, pokazuje znajomym intymne zdjęcia albo ujawnia informacje, które miały pozostać między partnerami, to sprawa przestaje być zwykłym „rozstaniem”. Może pojawić się odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych. Napisałam może, bo każdy stan faktyczny trzeba zbadać i przeanalizować, aby ocenić, czy faktycznie naruszenie dóbr osobistych miało miejsce.
Jeżeli ocena wypadnie tak, że będzie kierowany pozew do sądu, wówczas można już mówić o konkretnych żądaniach: zaprzestaniu naruszeń, usunięciu skutków naruszenia, przeprosinach, a w odpowiednich przypadkach także wnosić, aby sąd orzekł określoną kwotę na rzecz poszkodowanego.
„Ale przecież te zdjęcia zrobiłam mu sama”.
To jeden z najczęstszych argumentów w takich sytuacjach.
„Przecież sama wysłała mi to zdjęcie”.
„Przecież zrobiła je dla mnie”.
„Przecież kiedyś byliśmy razem”.
Żaden z tych argumentów nie oznacza automatycznie, że po rozstaniu można zdjęcie rozpowszechniać publicznie.
Szczególnie poważnie sytuacja wygląda w przypadku zdjęć intymnych.
Art. 191a Kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność karną za rozpowszechnianie bez zgody wizerunku nagiej osoby lub osoby w trakcie czynności seksualnej.
Więc prywatna fotografia przesłana partnerowi nie staje się po rozstaniu zdjęciem „do publicznego użytku”. To bardzo ważna granica. Można komuś zaufać. Można wysłać mu prywatne zdjęcie. Można prowadzić bardzo osobistą korespondencję. Jednak zgoda na otrzymanie wiadomości czy zdjęcia nie jest tym samym co zgoda na ich późniejsze opublikowanie.
Zemsta po rozstaniu może kosztować.
Wyobraźmy sobie inną sytuację.
Były partner zakłada profil w mediach społecznościowych i zaczyna publikować wpisy o swojej byłej.
Choć nie pisze wprost: „Anna jest…”, ale dla znajomych i współpracowników jest oczywiste, o kim mówi.
Pojawiają się informacje o jej życiu prywatnym, sugestie dotyczące jej życia intymnego, zarzuty dotyczące uczciwości czy charakteru. Czy można powiedzieć: „To tylko jego opinia”? Nie zawsze.
Wolność wypowiedzi nie daje prawa do bezkarnego naruszania cudzej czci, prywatności czy dobrego imienia.
Oczywiście każdą wypowiedź trzeba oceniać indywidualnie. Znaczenie ma jej treść, kontekst, forma, prawdziwość podawanych informacji, sposób ich przedstawienia i to, czy mamy do czynienia z informacją o faktach, czy z oceną.
Rozstanie bowiem nie daje byłemu partnerowi specjalnej „licencji” na publiczne upokarzanie drugiej osoby.
Co z tym jeśli były partner opowiada wszystkim, dlaczego się rozstaliśmy?
To też nie jest takie proste.
Czy można powiedzieć przyjaciółce: „Rozstaliśmy się, bo mnie zdradził”?
A co, jeśli powiemy to na Facebooku, gdzie przeczyta to kilka tysięcy osób?
A co, jeśli informację otrzymają jego pracodawca, rodzina i znajomi?
Skala i sposób rozpowszechnienia informacji mogą mieć ogromne znaczenie.
Prawo do prywatności obejmuje również pewną sferę życia osobistego, rodzinnego i intymnego.
Należy jednak zwrócić uwagę, że nie oznacza to jednak, że każda informacja o byłym partnerze automatycznie jest objęta zakazem jej przekazywania. Jak zwykle w prawie diabeł tkwi w szczegółach.
Dlatego w sprawach dotyczących dóbr osobistych nie wystarczy powiedzieć, że „To była informacja prywatna”.
Trzeba jeszcze ocenić, co dokładnie zostało ujawnione, komu, w jakiej formie, w jakim celu i jakie były okoliczności całej sytuacji.
Co z obietnicą małżeństwa?
Tu robi się jeszcze ciekawiej.
„Obiecał mi ślub, więc poniosłam wydatki”. „Zarezerwowałam salę”. „Kupiłam suknię”. „Zaprosiłam gości”. „Wpłaciłam zaliczkę”. „Dwa tygodnie przed ślubem powiedział, że jednak nie”. Czy zatem można pozwać byłego narzeczonego?
W polskim prawie nie ma prostej zasady, zgodnie z którą osoba zrywająca zaręczyny musi zapłacić drugiej osobie odszkodowanie. Tym bardziej nie ma takiego przepisu, który wprost o tym powiadałby.
Samo odwołanie ślubu nie jest automatycznie czynem, który powoduje obowiązek zapłaty typu odszkodowanie, zadośćuczynienie.
Natomiast jeżeli między stronami powstały konkretne rozliczenia majątkowe, sytuacja może wymagać odrębnej analizy. Znaczenie może mieć między innymi to, kto dokonał określonych wydatków, na czyją rzecz, na jakiej podstawie i jakie były ustalenia stron.
Dlatego zdanie: „On zerwał zaręczyny, więc musi zwrócić mi wszystkie koszty” jest zdecydowanie zbyt dużym uproszczeniem.
Co z pierścionkiem zaręczynowym?
No właśnie.
Tutaj romantyczna historia spotyka się z prawem własności.
Pierścionek zaręczynowy może być przedmiotem sporu po zakończeniu związku, ale odpowiedź nie brzmi automatycznie: „Ślubu nie było, więc pierścionek trzeba oddać”.
Trzeba ustalić charakter prawny przekazania pierścionka i okoliczności konkretnej sytuacji.
Czy był to prezent? Czy przekazanie miało charakter darowizny? Czy strony traktowały go jako element przygotowania do małżeństwa? Kto i z jakiego powodu zakończył relację?
Każda z tych okoliczności może mieć znaczenie dla oceny prawnej.
Właśnie dlatego nie warto budować porady prawnej na internetowej zasadzie: „moja koleżanka zerwała zaręczyny i oddała pierścionek, więc zawsze trzeba go oddać”.
Prawo nie jest instrukcją obsługi pierścionka zaręczynowego. Natomiast zdarzały się sytuacje, że wpływały do sądu sprawy o zwrot takich precjozów. Jakiś czas temu napisałam o tym post, można znaleźć w archiwaliach „Prawa strona kobiety”.
Co wówczas jeśli przez lata inwestowałam w mieszkanie partnera?
Tu złamane serce może już mieć całkiem wymierną wartość.
Załóżmy, że para przez dziesięć lat mieszkała razem. Mieszkanie formalnie należało tylko do niego. Ona przez lata płaciła za remonty, wyposażenie, spłacała wspólne wydatki, finansowała modernizację łazienki i kuchni.
Po rozstaniu słyszy:
„Mieszkanie jest moje. Pakuj się”.
Czy rzeczywiście nie może niczego żądać?
Niekoniecznie.
To już jednak nie jest roszczenie „za złamane serce”, ale problem rozliczeń majątkowych między osobami pozostającymi w związku nieformalnym. W zależności od okoliczności mogą pojawić się różne podstawy prawne rozliczenia między innymi przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu.
Natomiast tutaj bardzo łatwo o poważny błąd tzn. ktoś przez lata dokłada pieniądze do cudzego majątku, nie zachowuje rachunków, nie dokumentuje przelewów i dopiero po rozstaniu próbuje odtworzyć, ile właściwie zainwestował.
Dlatego romantyczna rada „nie pytaj o pieniądze, przecież jesteśmy razem” może po kilku latach okazać się bardzo kosztowna.
Najgorszy scenariusz to rozstanie i Internet.
Dawniej po rozstaniu człowiek mógł najwyżej opowiedzieć swoją wersję wydarzeń kilku znajomym. Dzisiaj może zrobić coś znacznie bardziej dotkliwego. Może napisać post, nagrać film, opublikować zdjęcia, pokazać wiadomości, oznaczyć znajomych, założyć grupę albo konto poświęcone byłemu partnerowi. Nagle prywatny konflikt staje się publicznym spektaklem.
W takiej sytuacji warto pamiętać o jednej rzeczy: internet nie jest miejscem pozbawionym prawa.
Publikacja w mediach społecznościowych może naruszać dobra osobiste dokładnie tak samo jak publikacja w gazecie czy wypowiedź wygłoszona publicznie.
Co więcej, w niektórych sytuacjach zachowanie byłego partnera może mieć również konsekwencje karne.
Dlatego zanim napisze się w internecie „prawdę o swoim byłym”, warto zastanowić się, czy na pewno mamy prawo tę prawdę opublikować i w jaki sposób ją przedstawiamy.
Czy można więc pozwać za złamane serce?
Za samo złamane serce, nie.
Prawo nie jest jednak całkowicie obojętne na to, co dzieje się między ludźmi po rozstaniu.
Jeżeli ktoś narusza naszą prywatność, dobre imię, cześć, wizerunek czy tajemnicę korespondencji, może ponosić odpowiedzialność cywilną. Jeżeli rozpowszechnia bez zgody intymny wizerunek może również ponosić odpowiedzialność karną.
Jeżeli natomiast w związku dochodziło do określonych rozliczeń finansowych, po jego zakończeniu mogą pojawić się roszczenia majątkowe.
Zatem odpowiedź brzmi: nie można pozwać za to, że ktoś przestał nas kochać.
Można jednak dochodzić swoich praw, jeżeli człowiek, który złamał nam serce, przy okazji złamał również prawo.
Może właśnie dlatego po rozstaniu warto zachować nie tylko spokój, godność i przyjaciół.
Warto zachować też screeny.
Dlatego, że nigdy nie wiadomo, kiedy romantyczna historia zakończy się… w kancelarii prawnej, a potem w Sądzie.
Tymczasem życzę pięknego dnia i do miłego.
