Byłam po innej stronie życia.

Mamy czas wakacji, pięknej pogody i odpoczynku. Na moim blogu zatem urlopowo w odsłonie podróżniczej. „Byłam po innej stronie życia” – tak zatytułowałam moją eskapadę, którą niedawno odbyłam. Dlaczego? Właśnie donoszę i wyjaśniam.

Byłam w innym świecie, innej kulturze, bo przez kilkanaście dni mieszkałam i spędzałam czas z rodziną muzułmańską w ich rodzimym kraju.  Moi bliscy, ale i niektórzy ze znajomych jak się dowiedzieli powiedzieli, że  „upadłaś na głowę, albo zachorowałaś na głowę. Co to za pomysł?”. Grzecznie odpowiedziałam, że „nie mam żadnej umysłowej choroby, bo inaczej spędzałabym czas w towarzystwie lekarzy psychiatrów, a nie w dalekim kraju.” Inni nawet straszyli, że mnie porwą, zamordują, i kto wie co jeszcze zrobią. Nic sobie nie robiłam z tego gadania, bo Ci którzy mnie znają wiedzą, że jak na coś się zdecyduje to trudno mnie przekonać, żebym zrezygnowała z pomysłu. Ot, może to natura prawnika, że lubię postawić na swoim. Oczywiście, że rodzinę do której zdecydowałam się pojechać poznałam jakiś czas temu. Jednak kontakt miałam z nimi na tzw. swoim terytorium, czyli  w Polsce. W tym dalekim kraju, do końca oczywiście nie wiedziałam co mnie miało spotkać. Dostałam „wytyczne” przed wyjazdem, ale nie były one jakoś bardzo rygorystyczne, szczególnie jeśli chodzi o ubiór i sposób zachowania. Pomyślałam, że skoro dostałam zaproszenie warto z niego skorzystać, bo taka okazja może się już nie trafić. Przecież zwiedzanie danego kraju dzięki biurom turystycznym to zupełnie coś innego. Przebywanie w hotelu, na plaży z turystami, czy zwiedzanie kraju i oglądanie z okien autokaru, to nie to samo, co zobaczenie odmiennej kultury przebywając wraz z „tubylcami”, rozmawiając z nimi i zwiedzając miejsca, które być może nie do końca są dostępne dla obcokrajowców. Oczywiście nie byłam całkowicie wolna od obaw. Niedawno bowiem czytałam książkę o kobietach, które znalazły się w krajach arabskich i przeżyły koszmar swojego życia. Nie były to więc miłe wspomnienia.

Nadszedł jednak dzień wyjazdu. Leciałam arabskimi liniami lotniczymi i to też była dla mnie nowość. Pierwsze wrażenie w samolocie było jednak pozytywne, czysto, schludnie, piękne „egzotyczne” stewardesy, miłe i uprzejme. Kilka godzin lotu przebiegało spokojnie, poza  incydentem związanym z kilkuosobową grupą pasażerów (niestety naszych rodaków). Po dwóch godzinach lotu, widać znudzili się oglądaniem nieco monotonnego widoku przez okno i zaczęli bardzo głośno zachowywać się, pijąc alkohol w nadmiernych ilościach i podejmując próby palenia papierosów w toalecie. Personel pokładowy kilkakrotnie grzecznie zwrócił im uwagę, ale nie do końca skutecznie, choć palenia już nie było. Przyglądałam się tej sytuacji, bo osoby te siedziały nieopodal mnie. Pomyślałam sobie, że reakcja stewardes był chyba zbyt delikatna, ale starałam się nie zwracać na nich uwagi, zagłębiając się w lekturę książki, którą zabrałam ze sobą. W końcu wylądowaliśmy, pasażerowie wstali, szykując się do wyjścia i wyjmując swoje bagaże podręczne. Nagle ku zaskoczeniu wszystkich kapitan samolotu oznajmił głosem uprzejmym, aczkolwiek nieznoszącym sprzeciwu, że wszyscy mamy siadać z powrotem na swoich miejscach. Trochę się przestraszyłam, bo nie wiadomo było o co chodzi. Wtedy przez głowę przebiegła myśl, no może znajomi mieli rację i trzeba było zrezygnować z tej eskapady, bo dopiero mam początek mojej wycieczki, a już jakieś nieoczekiwane i zaskakujące sytuacje. W pewnym momencie na pokład samolotu wkroczyła policja. Nie mieli min, które świadczyłyby o przyjaznym podejściu. Podeszli do pasażerów, wiadomo których. Szybko i sprawnie wyprowadzili ich z samolotu. Pasażerowie Ci byli tak zaskoczeni, że nie pisnęli nawet słówkiem i nie pokrzykiwali już tak ochoczo jak to miało wcześniej miejsce. Po ich wyprowadzeniu „padła komenda”, że możemy wychodzić z samolotu, co oczywiście z przyjemnością zrobiłam, bo byłam zmęczona kilkugodzinną podróżą.

Gdy stanęłam już na zupełnie dla mnie obcej ziemi, otulił mnie ze wszystkich stron upał i gorący wiatr. Byłam jednak szczęśliwa, że dotarłam na miejsce. Po załatwieniu wszystkich formalności, wreszcie długo oczekiwane spotkanie z tymi, do których przyleciałam. Ciepłe i serdeczne powitanie i szybko wsiedliśmy do samochodu, no bo w nim klimatyzacja i można było szybko ochłonąć. Przemierzaliśmy długą drogę do celu, a ja miałam jak dziecko przylepiony nos do szyby i pochłaniałam wzrokiem krajobraz i miasto, w którym przyszło mi „debiutować” swoją osobą. Gospodarze co chwile pytali, czy wszystko w porządku, jakie pierwsze wrażenia i opowiadali, że przygotowali bogaty harmonogram, podczas mojego pobytu.

Gdy dotarliśmy na miejsce, zobaczyłam piękne mieszkanie, urządzone czysto i schludnie. Od razu dostałam swój pokój, no i czas na rozpakowanie bagaży i odpoczynek po podróży. Potem wiadomo, posiłek i dużo rozmów. Od razu spróbowałam miejscowej kuchni i nie ukrywam, że mi smakowało, choć nazw potraw nie podam, bo nawet nie potrafiłabym powtórzyć, a co dopiero zapamiętać.

Od następnego dnia dużo zwiedzaliśmy, zobaczyłam miejsca, oczywiście obowiązkowo odwiedzane przez turystów. Jednak zobaczyłam też to co być może nie do końca jest dostępne. Byliśmy w bogatych dzielnicach, gdzie roiło się od luksusu, złota, ogromnego przepychu, ale zobaczyłam też miejsca, gdzie żyją ubodzy ludzie, gdzie chude koty szwendają się po śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia. To zderzenie dwóch światów i ten kontrast był bardzo przytłaczający, ale to jednak prawda. Gospodarze chcieli mi pokazać, jaki ten ich świat jest i czym różni się od mojego, nie fałszując tamtejszego życia.

Co do mojego ubioru, nie było większego problemu. Oczywiście moje znajome muzułmanki miały chusty na głowach i ubrania znane Wam zapewne, natomiast ja miałam mieć jedynie zakryte ramiona, no i trochę dłuższe spódnice lub sukienki w stosunku do tego co noszę w Polsce. Nic nadzwyczajnego, nikt ode mnie nie wymagał, czyli zakrycia się aż po czubki palców. W domu Panie zdejmowały chusty i wówczas pojawiał się widok pięknych długich włosów u każdej z nich. Wzajemnie komplementowałyśmy się jakie każda ma piękne włosy. Gospodynie czarne i długie, a ja blond i też długie (moje zdjęcie na blogu jest już trochę nieaktualne). One zazdrościły mi, a ja im. No cóż, do dzisiaj nie wiem, dlaczego tak jest, że zazdrościmy tego czego nie mamy, a nie cieszymy się tym co jest nam dane.

Panowie gospodarze grzeczni i kulturalni, opowiadali mi jeden przez drugiego o panujących zwyczajach, o ich codziennym życiu, religii, polityce. Co ciekawe, każdego dnia rano biegali do sklepu po zakupy, gotowali obiady, a ja z Paniami wylegiwałyśmy się na plaży i zażywałyśmy morskiej kąpieli.  Przecież to  zdrowe dla skóry, szczególnie takiej „mlecznej” jak moja, tak to określiły moje znajome. Wymieniałyśmy się też wzajemnymi doświadczeniami w zakresie pielęgnacji ciała i byłam pod wrażeniem tych dziewczyn ich wiedzy, ale także dbania o siebie. Pomyślałam sobie, jakie to krążą stereotypy, że one wszystkie uwięzione w domach, zamknięte przed światem i przed ludźmi i o niczym nie wiedzą. Oczywiście, że zapewne jest wiele takich przypadków, ale przecież i w naszej rodzimej Europie są takie patologie, że aż głowa boli. W końcu nie raz opisywałam na swoim blogu o takich sytuacjach i to nie teoretycznie, a o sytuacjach z którymi miałam do czynienia w realnym życiu.

Oczywiście rozmowom i poznawaniu się nie było końca. Najważniejsze jednak, że wzajemnie szanowaliśmy swoje odmienności i dawaliśmy sobie przestrzeń dla własnych potrzeb. Ot, choćby gdy nadchodził czas ich rytuałów religijnych, odsuwałam się do swoich zajęć, szanując, że jest to chwila dla nich, a ja przecież mogę zająć się sama sobą. I tak upłynął mi czas z muzułmańską rodziną, w ich kraju, z ich zwyczajami i odmiennościami w zasadzie w każdej sferze życia. Świadomie nie wskazuję co to za kraj, bo w tej opowieści nie ma to żadnego znaczenia. Znaczenie mają ludzie i to, że w każdym miejscu i w każdym czasie mogą funkcjonować razem, czy też obok siebie, szanując się wzajemnie, swoje odmienności i przyzwyczajenia. Jak poprosiłam rano o jajecznicę na śniadanie to ją dostałam i nie było problemu.

Zdaję sobie też sprawę, że po przeczytaniu tego tekstu ktoś może powiedzieć, o! była kilkanaście dni w innym kraju u już taka mądra, zjadła wszystkie rozumy, wychwala odmienną kulturę, bo znajomi nie powiedzieli i nie pokazali jej prawdy, a ona naiwna uwierzyła w to co opowiadali każdego dnia. Otóż, napiszę tak: przeżyłam na tym świecie wiele lat i wiele widziałam zawodowo, ale też prywatnie. Wiele też doświadczyłam osobiście. Mam więc świadomość tego, że nie wszystko złoto co się świeci, a ludzie potrafią być okrutni i bardzo skrzywdzić. Wiem jednak, że życie jest bardzo proste, tylko my ludzie niepotrzebnie sobie je komplikujemy. Wiem też,  że można żyć tak, aby siebie wzajemnie szanować, być empatycznym, po prostu dobrym dla siebie i innych.  Może warto bliżej się poznać i zrozumieć, bo to czego nie znamy i jest odmienne od naszych zwyczajów, praw i zasad, wydaje się złe, niedobre, itp. Wakacje to właśnie dobry czas, bo przecież wtedy wiele podróżujemy, poznajemy inne kultury, zawieramy dużo nowych znajomości. Stąd też na moim blogu wpis o podróżowaniu, ludziach innych niż ja i moich wrażeniach.

Od pewnego czasu poznawanie zwyczajów i ludzi z tego innego świata, stało się moją pasją, oczywiście poza prawem, które jak wiadomo, cały czas jest na pierwszym miejscu. Wiem, że ludzi możemy podzielić na dobrych i złych, a ja szukam tych dobrych i co ciekawe odnajduję ich. Wcześniej tych złych bezpowrotnie wyrzuciłam ze swojego życia. No bo do czego są oni potrzebni? Ano do niczego.

Za jakiś czas, dając sobie odpoczynek od prawa, pracy, ale też i obowiązków domowych wybieram się w kolejną podróż po to, aby poznawać dalej odmienności tego świata, których do tej pory nie poznałam, smakując się tym co nowe, inne i niezgłębione. A motywem przewodnim oczywiście będą ludzie, ich zwyczaje, kultura, ale przede wszystkim ich zwykłe codzienne życie. Tylko jak tą nową pasję przeżyje mój kot? On nie lubi jak długo nie ma mnie w domu. Przecież tęskni i martwi się o mnie. Na pewno jednak damy sobie radę i dojdziemy do porozumienia w relacjach ludzko kocich.

2 uwagi do wpisu “Byłam po innej stronie życia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s