Prawo bez mitów.

Przed weekendem, postanowiłam napisać tak ogólnie o prawie bez wchodzenia w szczegóły, żeby było łatwo i przyjemnie.

Zatem zaczynamy.

Prawo w codziennym życiu wcale nie jest tak odległe i skomplikowane, jak często się wydaje. Problem polega raczej na tym, że krąży wokół niego sporo mitów, które brzmią wiarygodnie, ale z rzeczywistością mają niewiele wspólnego.

Jednym z najczęstszych jest przekonanie, że „jak coś podpiszesz, to już nic się nie da zrobić”. Tymczasem nie każda umowa jest ważna tylko dlatego, że została podpisana, bo może być nieważna, jeśli jest sprzeczna z ustawą lub zasadami współżycia społecznego. Taka umowa może np. być wzruszalna, gdy jedna ze stron działała pod wpływem błędu, podstępu czy groźby.

Jeżeli żaden z tych przypadków nie wchodzi w grę, należy pamiętać, że jak  strony, jak się zgodzą,  mogą w umowie coś zmienić, dopisać, poprzez stworzenie i podpisanie aneksu.

Kolejny mit to twierdzenie, że „umowa ustna się nie liczy”. W rzeczywistości co do zasady liczy się jak najbardziej, o ile ustawa nie wymaga szczególnej formy np. formy aktu notarialnego.

Problemem nie jest więc ważność, tylko późniejsze udowodnienie jej treści, co i tak często da się wykazać mailami, SMS-ami, przelewami czy innymi śladami komunikacji.

Często słyszy się też, że „bez papieru nic nie udowodnisz”, a praktyka pokazuje coś zupełnie innego, bo dowodami mogą być również wiadomości w komunikatorach, historia płatności, nagrania (w granicach dopuszczalności) czy zeznania świadków, które razem tworzą spójny obraz sytuacji.

Popularne jest również przekonanie, że „jak nie odbierzesz listu z sądu, to sprawa się nie toczy”. W wielu przypadkach działa fikcja doręczenia, co oznacza, że brak odbioru nie zatrzymuje postępowania, tylko po określonym czasie wywołuje skutki prawne, często niekorzystne dla adresata.

Do tego dochodzi mit, że „prawo zawsze stoi po stronie dużych firm”, podczas gdy w rzeczywistości w wielu obszarach, zwłaszcza w relacjach konsumenckich, to właśnie słabsza strona jest szczególnie chroniona, a sądy badają równowagę stron i uczciwość postanowień umownych. Przykładem są ogromne ilości wygranych spraw sądowych z bankami w kredytach frankowych. Kto by pomyślał?

Kolejny mit brzmi: „jak minie termin, to już nic się nie da zrobić”, co nie zawsze jest prawdą, bo w określonych sytuacjach możliwe jest np. przywrócenie terminu albo przerwanie biegu przedawnienia, jeśli spełnione są przesłanki ustawowe. Oczywiście zasadą jest, że przekroczenie terminu skutkuje negatywnie, ale podnoszę tę kwestię, aby pokazać, iż są szczególne sytuacje, które pozwolą na przywrócenie terminu.

Pojawia się też przekonanie, że „prawo zawsze działa przeciwko zwykłemu człowiekowi”, podczas gdy w wielu przypadkach system prawny coraz silniej chroni słabszą stronę stosunku prawnego i wymaga od profesjonalnych uczestników obrotu większej staranności.

Wreszcie funkcjonuje mit, że „prawo jest tylko dla prawników”, a w praktyce większość codziennych sytuacji dotyczy zwykłych spraw: zakupów, usług, reklamacji, najmu czy prostych umów, gdzie kluczowa jest podstawowa świadomość zasad, a nie znajomość całych kodeksów. „Wyższa szkołą jazdy” potrzebna jest np.  w skomplikowanych stanach faktycznych, w sprawach sądowych, itp.

Wniosek jest dość prosty: prawo nie jest tak straszne, jak jego legenda, a wiele problemów bierze się nie z przepisów, tylko z utrwalonych mitów i nieporozumień.

Im mniej takich przekonań, tym mniej stresu w codziennych sprawach i mniej niepotrzebnych sporów.

Tymczasem życzę pięknego weekendu i do miłego.

Dodaj komentarz