Za darmo nie ma nic.

Mój znajomy zawsze powtarza – „za darmo to gardło boli”. Chociaż nie do końca jest to prawdą, szczególnie wówczas jak boli tak bardzo, że trzeba iść do lekarza i to prywatnie, bo czas nagli.

Nie o tym jednak będzie dzisiejszy wpis, ile kosztują wizyty u lekarzy, tylko o kosztach sądowych, a te jak wiemy nie są małe.

Dla przykładu opowiem o kosztach w sprawach cywilnych.

Mamy z kimś z spór, którego nie da się rozwiązać w sposób polubowny. W wyniku powstałego sporu staliśmy się poszkodowani. Co więc nam pozostaje? Wnieść pozew do sądu. I tu zaczynają się schody. Oczywiście pozew możemy napisać sami bez pomocy prawnika, choć wiadomo, że wiedza fachowa by się przydała. Ale trudno, robimy to sami. Wysyłamy pozew do sądu i co dalej? Jeśli jest nieopłacony sąd wzywa nas do dokonania opłaty w określonym terminie. Jeśli nie opłacimy pozew zostanie zwrócony. Możemy oczywiście wystąpić w wnioskiem o zwolnienie z kosztów. To jednak nie jest takie proste. Trzeba napisać wniosek, wypełnić formularz dość szczegółowo informując sąd o naszym stanie posiadania i czekać, czy uzyskamy takowe zwolnienie. Nie dzieje się to automatycznie, nawet gdy będziemy twierdzili, że nas nie stać na opłaty. W praktyce swojej spotykałam się z tym, że rzadko Klienci uzyskiwali takie zwolnienia. Uzasadnienia sądów w tej materii były różne np., że majątek jest wystarczający do dokonania opłaty, pomimo, że osoby wnioskujące wykazywały, że naprawdę nie dysponują gotówką, że trzeba było wcześniej zabezpieczyć sobie środki pieniężne na dokonanie opłat, itp. W takich sytuacjach Klienci różne sobie radzili, jedni pożyczali pieniądze od rodziny lub znajomych, inny brali pożyczki w bankach lub innych instytucjach, które pożyczkami się zajmują.

Jak uda się pomimo wszystko pozew opłacić – sprawa rusza. Są jednak różnego rodzaju spory, choćby takie, które wymagają wiedzy specjalistycznej, wówczas bez biegłego sądowego nie obejdzie się, więc składamy wniosek o powołanie tegoż biegłego. Sąd, ku naszej uciesze taki wniosek przyjmuje, ale postanawia o dokonaniu wpłaty zaliczki na poczet biegłego. Cóż, mamy więc kolejne koszty. W trakcie toczącego się sporu przed sądem, dochodzimy do wniosku, że jednak sami nie radzimy sobie, bo procedura skomplikowana, przepisy nie do końca jasne, więc podejmujemy decyzję o pomocy prawnej. Mamy więc znów kolejne koszty. Prowadzimy jednak spór dalej, bo jesteśmy przekonani, że racja jest po naszej stronie. Przecież przy wygranej koszty procesu i koszty zastępstwa procesowego zwróci nam strona przeciwna. Wiemy, że w praktyce to różnie wygląda, bo przecież nikt w stu procentach tej wygranej nam nie zagwarantuje. Jak przegrywamy, to niestety jest problem, koszty spadają na nas. Od każdego wyroku orzeczonego w I instancji można się jednak odwołać. Więc szykujemy apelację z wiarą, że tym razem się uda, tylko, że za apelację też trzeba zapłacić. Jeśli tego nie zrobimy, a nie mamy zwolnienia z kosztów, sąd tej apelacji nie przyjmie, a wcześniejszy wyrok stanie się prawomocny. Zatem za nim dojdziemy swoich racji i uzyskamy korzystne dla nas orzeczenie trzeba płacić.

Oczywiście nie chodzi mi o to, żeby sprawy sądowe były całkowicie pozbawione opłat, bo przecież sądy to nie firmy prywatne, które zarabiają same na swoje funkcjonowanie, ale o to, żeby opłaty kształtowały się na takim poziomie, żeby sądy były dostępne dla wszystkich, którzy nie mają już innej drogi. No bo gdzie szukać sprawiedliwości? Każdy ma przecież prawo do sądu i do sprawiedliwego osądzenia jego sprawy. Tylko chodzi o to, żeby to prawo nie było teoretyczne, a miało zastosowanie w praktyce.

 

2 uwagi do wpisu “Za darmo nie ma nic.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s