Poczułam się bardzo zawstydzona

Zdecydowanie właśnie tak się poczułam za siebie i za innych.

Kilka dni temu zadzwoniła do mnie Pani prosząc o spotkanie w sprawie krótkiej porady prawnej. Umówiłyśmy się na konkretny dzień, godzinę i w dniu umówienia oczekiwałam Jej przybycia.

Tego dnia, kiedy byłyśmy umówione, dzwoni domofon, Klientka przedstawia się, że to właśnie Ona. Otwieram drzwi od klatki schodowej i czekam, że za chwilę wejdzie do mnie do Kancelarii. Mija chwila Ona nie wchodzi tylko do mnie dzwoni ponownie i mówi: „Pani mecenas, nie dam rady wejść, jestem na wózku inwalidzkim, proszę o pomoc”.

Przyznam, że tego nie przewidziałam, a Klientka wcześniej też mnie nie uprzedziła. Cóż, budynek w którym prowadzę Kancelarię okazał się niezłą pułapką dla takich osób jak ta Pani. Przede wszystkim dlatego, że lokale zaczynają się od I piętra (moja Kancelaria mieści się na IV piętrze),  winda znajduje się na półpiętrze, a do niej prowadzą schody.

Jak zeszłam do Klientki, to stałyśmy obie przez chwilę nie wiedząc co zrobić. Trudno byłoby mi samej wnieść Ją wraz z wózkiem inwalidzkim, a świadczyć pomoc prawną na klatce schodowej? No nie, tak się nie da.

Najważniejsze jednak nie załamywać rąk. Poprosiłam dwóch sąsiadów o pomoc (na szczęście byli w domu) i udało im się wnieść Klientkę po schodach.

Myślałyśmy, że pokonałyśmy problem, a tu niestety nie. Ciężko było wjechać do windy, bo ta  jest taka mała, chyba niewymiarowa. Wciśnięta jednak w ten ważny środek transportu Klientka pojechała na górę, a ja musiałam poczekać, bo Obie  na pewno nie zmieściłybyśmy się. Gdy dotarłam pod drzwi mojej Kancelarii zaczęłyśmy się śmiać, mówiąc, że grunt to się nie przejmować. Udało się więc Jej do mnie dostać, załatwić sprawę, a sąsiedzi ponownie przybyli z pomocą i na koniec znieśli Ją z tych schodów prowadzących z półpiętra na dół.

Dlaczego więc poczułam się zawstydzona? Dlatego, że będąc zdrowymi, pełnosprawnymi ludźmi w ogóle nie zastanawiamy się na jakie trudy, przeszkody i pułapki narażeni są ludzie na co dzień poruszający się na wózkach inwalidzkich.

Dopiero po spotkaniu, ta sytuacja uświadomiła mi, że gdyby taka niepełnosprawna osoba mieszkała w budynku w którym pracuję, nie miałaby Ona szans wychodzenia z domu.

Ten blok to istna pułapka i nikt nigdy nie pomyślał, że może warto byłoby, aby każdy budynek był przystosowany dla takich osób. Owszem urzędy, szpitale, przychodnie takie usprawnienia posiadają, ale budynki mieszkalne? Oj, jeśli już, to chyba w mniejszości. Na tych schodach wystarczyłoby ułożyć „szyny” po których można byłoby ten wózek prowadzić i w górę i w dół.

Nam zdrowym jest dobrze, wybiegamy z biura, wsiadamy do windy, zbiegamy schodami w dół i tyle. Świat stoi otworem, a Ci, którzy poruszają się na wózkach, dlaczego przez bariery architektoniczne mają swoiste zakazy wstępu?  Zresztą podczas spotkania Klientka odpowiadała, że do takich sytuacji jest przyzwyczajona, bo często się spotyka z tym, że nie może się gdzieś dostać.

No właśnie, może więc warto o tym pomyśleć, aby dla osób niepełnosprawnych nie było barier, żeby dotarli tam gdzie chcą tak jak ludzie zdrowi i w pełni sprawni.

Dlatego poczułam się zawstydzona, że dopiero jak naocznie zobaczy się problem, to sobie uświadamiamy, że takowy istnieje.

Dlatego o tym zdarzeniu postanowiłam napisać. Niech mój głos, może mały, niedocierający wszem i wobec,  pokaże, że inni też chcą żyć tak jak zdrowi, bo to im się należy. Natomiast prawo winno im to gwarantować nie tylko w teorii, ale w praktyce też.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s