Czy pies może być winny?

Prawo ma w tej sprawie coś do powiedzenia.

„To nie ja! To pies!” . To jest zdanie, które brzmi całkiem niewinnie, dopóki nie okaże się, że pies właśnie przewrócił rowerzystę, pogryzł przechodnia, wbiegł na ulicę albo urządził sobie spacer po cudzym ogrodzie. Wtedy kończy się uśmiech na twarzy, a zaczyna się pytanie, kto za to odpowiada?

Oczywiście pies nie może stanąć przed sądem, ani przed jakimkolwiek organem i usłyszeć zarzutu, że „źle się zachował”. W rozumieniu prawa cywilnego, nie ponosi także winy za swoje zachowanie.  Zwierzę nie jest bowiem podmiotem odpowiedzialności odszkodowawczej, ani żadnej innej.

Natomiast polskie prawo przewiduje szczególną regulację dotyczącą szkód wyrządzonych przez zwierzęta, a najważniejszy jest  art. 431 Kodeksu cywilnego.

Zgodnie z tym przepisem osoba, która zwierzę chowa albo się nim posługuje, jest obowiązana do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody, niezależnie od tego, czy zwierzę pozostawało pod jej nadzorem, czy też zabłąkało się albo uciekło. Można więc powiedzieć, że prawo jest w tym przypadku znacznie mniej pobłażliwe niż właściciel psa, który po fakcie mówi: „Przecież mnie wtedy przy nim nie było”. Sama nieobecność właściciela nie oznacza automatycznie braku odpowiedzialności.

Zatem dochodzimy do bardzo ważnej rzeczy. Odpowiedzialność z art. 431 k.c. nie oznacza, że za każdą szkodę wyrządzoną przez psa właściciel odpowiada absolutnie i bez żadnej możliwości obrony. Przepis opiera odpowiedzialność na domniemaniu winy w nadzorze. Osoba chowająca zwierzę może się uwolnić od odpowiedzialności, jeżeli wykaże, że ani ona, ani osoba, za którą odpowiada, nie ponosi winy. Innymi słowy: to na osobie chowającej psa spoczywa ciężar wykazania, że zachowała należytą staranność w sprawowaniu nad nim pieczy. Sąd Najwyższy wielokrotnie podkreślał szczególny charakter tej regulacji.

Co to właściwie oznacza w praktyce?

Wyobraźmy sobie zwyczajną sytuację. Właściciel wychodzi z psem na spacer. Pies jest na smyczy, właściciel zachowuje należytą ostrożność, ale nagle zwierzę zrywa się, przewraca przechodzącą obok osobę i powoduje u niej złamanie ręki. Czy właściciel zawsze będzie odpowiadał? Nie można odpowiedzieć na to pytanie jednym słowem. Trzeba zbadać wszystkie okoliczności. Czy smycz była prawidłowo założona? Czy właściciel miał psa pod kontrolą? Czy zachował środki ostrożności odpowiednie do zachowania i wielkości zwierzęcia? Czy można było przewidzieć jego reakcję? Czy wcześniej zdarzały się podobne sytuacje? Czy osoba poszkodowana nie sprowokowała psa? Dopiero odpowiedź na te pytania pozwala ocenić odpowiedzialność.

Co ciekawe, dla art. 431 k.c. istotne jest nie tylko to, kto jest formalnym właścicielem psa. Przepis mówi o osobie, która zwierzę „chowa” albo się nim „posługuje”. To oznacza, że w konkretnej sytuacji odpowiedzialność może dotyczyć również osoby, która faktycznie sprawuje pieczę nad zwierzęciem.  W jednym z orzeczeń sąd zwrócił uwagę, że dla odpowiedzialności cywilnej znaczenie ma sprawowanie pieczy nad zwierzęciem, a nie wyłącznie formalne prawo własności.

 Pojawia się jednak bardzo praktyczny problem:„ przecież to nie mój pies. Tylko wyprowadzałam go na spacer”. To może nie wystarczyć. Jeżeli w chwili zdarzenia dana osoba faktycznie przejęła pieczę nad zwierzęciem, jej zachowanie również może mieć znaczenie dla odpowiedzialności cywilnej. Jeszcze inaczej może wyglądać sprawa w odpowiedzialności karnej. W przypadku przestępstwa popełnionego przez zaniechanie trzeba bowiem ustalić, na kim w konkretnym momencie ciążył prawny obowiązek zapobieżenia skutkowi.

Co się wydarzy, jeśli pies uciekł? Tutaj właściciel również nie może liczyć na magiczne zaklęcie: „skoro uciekł, to już nie odpowiadam”. Art. 431 k.c. wyraźnie przewiduje odpowiedzialność również wtedy, gdy zwierzę zabłąkało się lub uciekło. Oczywiście nadal możliwe jest wykazanie braku winy w nadzorze, ale sam fakt ucieczki psa nie zwalnia automatycznie osoby, która go chowa, z odpowiedzialności. Jeżeli więc pies wydostał się przez niedomkniętą furtkę, przeskoczył niewystarczające ogrodzenie albo został pozostawiony w miejscu, z którego bez większego problemu mógł się wydostać, argument „przecież uciekł” może okazać się wyjątkowo słaby.

Jeszcze ciekawiej robi się wtedy, gdy pies nikogo nie pogryzł, ale swoim zachowaniem spowodował inną szkodę. Pies wybiegł na ulicę i kierowca, chcąc go ominąć, zjechał na pobocze i uszkodził samochód. Pies rzucił się na rowerzystę, który w panice przewrócił się i złamał rękę, choć sam pies nawet go nie dotknął. Pies wbiegł do cudzego ogrodu i zniszczył rośliny. Pies skoczył na człowieka, który upadł i rozbił telefon. W takich przypadkach nie można ograniczyć analizy do pytania: „Czy pies ugryzł?”. Trzeba ustalić, czy zachowanie zwierzęcia pozostawało w związku przyczynowym ze szkodą.

Prawo nie wymaga więc, żeby pies dosłownie „wyrządził szkodę zębami”. Szkoda może być następstwem jego zachowania w inny sposób. Właśnie dlatego art. 431 k.c. odnosi się do szkody wyrządzonej przez zwierzę, a nie wyłącznie do pogryzienia. Jednocześnie przepis ten znajduje zastosowanie wtedy, gdy zwierzę działa z własnego popędu, a więc jego zachowanie jest samoistne i niezależne od człowieka. Sąd Najwyższy podkreślał, że jeżeli zwierzę jest jedynie narzędziem świadomego działania człowieka, sytuacja prawna może być zupełnie inna.

Wyobraźmy sobie więc właściciela, który celowo szczuje psem inną osobę. W takim przypadku nie możemy powiedzieć po prostu: „pies zaatakował, więc stosujemy art. 431 k.c.”. Zachowanie człowieka jest tutaj czymś więcej niż zwykłym brakiem nadzoru nad zwierzęciem. To człowiek wykorzystuje psa do określonego działania, a odpowiedzialność może być oceniana na innych zasadach.

 Czy każdy pies musi mieć kaganiec zawsze i wszędzie? Tutaj również nie ma jednej odpowiedzi na wszystkie sytuacje. Obowiązki właściciela lub opiekuna mogą wynikać z przepisów prawa, ale także z lokalnych regulacji dotyczących zasad utrzymywania zwierząt oraz z okoliczności konkretnego przypadku. Jeżeli jednak pies jest zwierzęciem, którego zachowanie wymaga szczególnych środków ostrożności, brak odpowiedniego zabezpieczenia może mieć bardzo poważne znaczenie przy ocenie winy w nadzorze. W orzecznictwie jako przykład zaniedbania wskazywano m.in. brak odpowiednich zabezpieczeń, takich jak smycz czy kaganiec, gdy wymagały tego okoliczności.

Zatem pies może narobić trochę problemów, prawda? Jeżeli natomiast pies pogryzie człowieka i dojdzie do uszkodzenia ciała, konsekwencje mogą być dla poszkodowanego znacznie poważniejsze niż koszt wizyty u lekarza. W zależności od sytuacji może on dochodzić zwrotu kosztów leczenia, rehabilitacji, zakupu leków czy innych wydatków pozostających w związku ze zdarzeniem. Jeżeli skutki wypadku są poważne, w grę może wchodzić również renta. Niezależnie od tego poszkodowany może żądać zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.

Z drugiej strony osoba poszkodowana również nie zawsze może powiedzieć: „Pies mnie dotknął, więc właściciel płaci za wszystko”. W sprawie trzeba ustalić, jak dokładnie doszło do zdarzenia. Czy poszkodowany zachował się prawidłowo? Czy nie drażnił psa? Czy nie próbował go dotykać mimo ostrzeżeń? Czy nie wtargnął na teren, na którym zwierzę było zabezpieczone? Czy jego zachowanie nie przyczyniło się do powstania szkody? Okoliczności te mogą mieć znaczenie dla zakresu odpowiedzialności odszkodowawczej. Nie można bowiem abstrahować od zachowania samego poszkodowanego.

Teraz najważniejsze: czy pies może być winny? Nie. Pies może być przyczyną szkody, ale winy w prawnym znaczeniu nie przypisuje się psu. Za jego zachowanie odpowiadać może człowiek, najczęściej ten, kto zwierzę chowa albo się nim posługuje i kto nie wykazał, że zachował odpowiednią staranność. Czasami będzie to właściciel, czasami osoba, której pies został powierzony, a czasami jeszcze inna osoba sprawująca nad nim pieczę. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji.

Dlatego następnym razem, kiedy usłyszymy: „To nie moja wina, to pies”, warto odpowiedzieć: „Owszem, pies mógł zrobić coś sam. Jednak przede wszystkim zwróćmy uwagę kto miał obowiązek dopilnować, żeby tego nie zrobił”.

Pies nie zna Kodeksu cywilnego, ani innych gałęzi prawa. Oczywiście, że nie wie, czym jest odpowiedzialność deliktowa, domniemanie winy ani związek przyczynowy. Całe szczęście, bo od psów oczekujemy przecież przede wszystkim merdania ogonem, spacerów i bezwarunkowej miłości. Znajomość prawa zostawmy ich właścicielom.

Warto także zwrócić uwagę, że w dzisiejszym wpisie skupiłam się tylko na odpowiedzialności cywilnej. Natomiast odpowiedzialność może pójść także w innym kierunku, kiedy zostanie stwierdzone popełnienie przestępstwa albo wykroczenia. Jednak o tym napiszę innym razem.

Dodaj komentarz