PRYWATNOŚĆ W SIECI

            Wiele osób korzystających z Internetu utożsamia go z miejscem, gdzie można „wrzucać” i wypisywać, co się komu podoba. W końcu jest się całkowicie anonimowym, a do tego jeszcze jest się daleko, więc nikt nic nie może zrobić. Prawda jest jednak zupełnie inna. Co więcej, to nie jest tylko tak, że po adresie IP można się dowiedzieć skąd dana osoba pisze i na kogo zarejestrowany jest komputer. Tu chodzi też o to, że na podstawie różnych danych, które zostawiamy w Internecie, można dowiedzieć się o człowieku dużo więcej niż chciałby przekazać. Czasem nawet więcej niż sam dostrzega.

To przecież niemożliwe

Informacje, wielokrotnie brzmiące jak groźby, o tym, że ktoś „kradnie” nasze dane bądź, że ktoś znów zmienił politykę prywatności w ten sposób, że teraz już nic nie jest prywatne, zazwyczaj wzbudzały zażenowanie. Większość z nas uważało to za teorie spiskowe i nie brało ich na poważnie. A jednak?

 

Jak to więc w praktyce wygląda?

            Bardzo prosto np. wyszukiwarki zapamiętują nasze wyszukiwania – więc jest wiadome, co nas interesuje, czy interesowało. Co więcej, wiele z nas korzysta z maili, a co za tym idzie, podało swoje dane dla utworzenia konta i to łączy się z naszymi wyszukiwaniami. Z drugiej strony, mamy też portale, na których nie tylko sami z siebie udostępniamy prywatne informacje, ale również nasi znajomi oznaczają nas na zdjęciach, czy informacjach (które nie zawsze byśmy chcieli by ujrzały światło dzienne. Wyobraźmy sobie kogoś, kto ma konto na jakimś portalu czy posługuje się mailem.

Czego więc możemy się dowiedzieć o takiej osobie? Oj, można taką osobę poznać do głębi. Wiemy, gdzie bywa, pracuje itd. i to tylko na podstawie danych, które sama osoba udostępnia. Wiemy np., że najwięcej ogląda komedii romantycznych i to je najlepiej ocenia. Słucha Adele i Florence and The Machine. Ostatnio kupowała trzy zestawy sprzętu rowerowego, a pół roku temu zestawy narciarskie, w tym w jednym wszystko było różowe. W sklepie spożywczym kupuje dużo warzyw i owoców, soki, hummus, ale też czasem zdarza się kupić jakieś batoniki.

Nawet jeśli nie ma naszego nazwiska.

            Naszym nazwiskiem portale dzielić się nie mogą, ale po co? skoro i tak można powiedzieć więcej na podstawie naszego zachowania w Internecie.

Spójrzmy na kolejny przykład. Na podstawie funkcjonujących informacji, większość algorytmów stwierdzi, że jest to kobieta, wychowująca trójkę dzieci, z których na pewno jedno dziecko jest dziewczynką, która akurat ma „fazę” na różowy i nic innego nie zaakceptuje. Wiadomo, że cała rodzina spędza wakacje na rowerze, a zimę na nartach – wiedzie się więc całkiem nieźle. Całkiem prawdopodobne, że kobietę rzucił facet ze względu na filmy, które ogląda i muzykę jakiej słucha. Na pewno bardzo dba o swoje dzieci, są jej oczkiem w głowie i kocha je nad życie. Dlatego czasem im ustępuje i kupi po batoniku. Brzmi trochę jak dehumanizacja, prawda? Dodając do tego wszystkie informacje, reklamodawcy wiedzą, że dziecko np. było chore, a my nie mamy sprawdzonego lekarstwa na kaszel. W dzisiejszych czasach, to jest wiedza absolutna na temat człowieka, nawet jeżeli nie zawiera numeru PESEL, czy imienia i nazwiska.

OK… To czy prywatność w Internecie w ogóle istnieje?

Całkowita? Nigdy. Nie miejmy złudzeń. Możemy jednak mieć spory wpływ na to, o czym można się dowiedzieć o nas dzięki Internetowi. O tym napiszemy w następnym poście.

Źródło: panoptykon.org

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s