Nie podpisuj tego od ręki.

To kolejny artykuł z cyklu poświęconego dokumentom, z którymi spotykamy się niemal każdego dnia czyli dokumentom, które czytamy albo i nie, podpisujemy, a czasami podpisujemy zbyt szybko.

W poprzednich wpisach zwracałam uwagę na to, jak ogromne znaczenie ma uważne czytanie umów i pism, zanim złożymy pod nimi swój podpis. Dziś chciałabym pójść o krok dalej i pokazać, że są dokumenty, przy których pośpiech jest wyjątkowo złym doradcą.

W swojej kilkudziesięcioletniej praktyce zawodowej wielokrotnie spotykałam osoby, które mówiły: „To była tylko formalność”, „Nie miałam czasu przeczytać”, „Zaufałem drugiej stronie”, „Powiedziano mi, że wszyscy to podpisują”. Najbardziej lubię (to oczywiście sarkazm), że wszyscy podpisują. Trzeba się zastanowić, że jak ktoś mówi, że wszyscy kradną, to możesz kraść bez konsekwencji? No właśnie, warto się nad tym zastanowić.

Niestety, bardzo często właśnie od takiego zdania zaczyna się historia wieloletniego sporu sądowego, utraty pieniędzy albo problemów, których można było uniknąć. Dlatego chcę dziś pokazać kilka przykładów dokumentów, przy których naprawdę warto się zatrzymać, przeczytać je ze spokojem, zadać kilka pytań, a w razie jakichkolwiek wątpliwości skonsultować ich treść z prawnikiem. Nie po to, aby utrudniać sobie życie, ale po to, aby uniknąć problemów, które mogą pojawić się dopiero po miesiącach, a nawet latach.

Pierwszym dokumentem jest ugoda. Jeśli czytasz moje artykuły, to wiesz, że jako prawnik jestem zwolennikiem ugód, porozumień, aby zakończyć spór. Na pewno jednak jestem przeciwnikiem ugód zawieranych za wszelką ceną, niekorzystnych, itp. Szczególnie zwracam uwagę z jakim porozumieniem (w sensie negatywnym) mamy do czynienia, gdy klient powiada, że podpisał  tylko po to, aby „mieć święty spokój”.

Tymczasem ugoda niemal zawsze oznacza wzajemne ustępstwa. Może zawierać zrzeczenie się części roszczeń, ograniczać możliwość dochodzenia dalszych należności albo zamykać drogę do późniejszego dochodzenia swoich praw. Nie oznacza to, że ugody są złe. Wręcz przeciwnie, często pozwalają zakończyć spór szybciej i taniej niż proces sądowy. Trzeba jednak dokładnie wiedzieć, z czego rezygnujemy i jakie skutki będzie miało złożenie podpisu. Mało tego prowadząc negocjacje w tym zakresie, nie na wszystko musimy się zgadzać, co proponuje druga strona

Drugim dokumentem jest uznanie długu. Niekiedy wystarczy jedno krótkie zdanie: „Potwierdzam, że jestem winien kwotę…”, aby wywołać bardzo poważne konsekwencje prawne. W zależności od okoliczności uznanie długu może wpływać na sytuację procesową stron, a także na bieg przedawnienia roszczeń. W praktyce wiele osób podpisuje takie dokumenty, nie zastanawiając się nad ich skutkami, kierując się wyłącznie chęcią zakończenia rozmowy lub uspokojenia wierzyciela. To jest poważna sprawa, a jeśli jest tak wpisana inna kwota, niż ta na którą opiewa Twój dług? Szczególnie w takich przypadkach, moim zdaniem, warto skonsultować to z prawnikiem, bo w przypadku sporu sądowego niemal w stu procentach masz przegraną sprawę.

Trzecim dokumentem, który warto omówić w dzisiejszym wpisie jest aneks do umowy. Słowo „aneks” brzmi niewinnie i wiele osób traktuje go jako drobną formalność. Tymczasem kilka nowych zapisów może całkowicie zmienić wcześniejsze ustalenia stron. Dotyczy to zarówno umów najmu, leasingu, współpracy gospodarczej, jak i pożyczek czy umów kredytowych. Zdarza się, że podpisanie jednego aneksu prowadzi do zmiany obowiązków stron, terminów, wysokości wynagrodzenia albo odpowiedzialności za niewykonanie umowy. Czyli wniosek jest prosty, najpierw przeczytaj, jak czegoś nie rozumiesz zapytaj i rób wszystko, aby wyjaśnić i dopiero, gdy będziesz wiedział o co chodzi i nowe zapisy nie pogarszają Twojej sytuacji wtedy podpisz.

Czwartym dokumentem są wszelkiego rodzaju oświadczenia o zrzeczeniu się roszczeń. Bardzo często pojawiają się one w ugodach, porozumieniach kończących współpracę, rozliczeniach czy dokumentach związanych z rozwiązaniem umowy. Jedno niepozorne zdanie może sprawić, że w przyszłości nie będzie już możliwości dochodzenia odszkodowania, wynagrodzenia lub innych należności. Dlatego zawsze warto sprawdzić, czy podpisywany dokument nie zawiera właśnie takiego zapisu. Jeśli zawiera, to skonsultuj się z prawnikiem, czy działa to w obie strony, czy jest korzystne, czy ugoda np. wyczerpuje kwestie wszelkich rozliczeń finansowych pomiędzy stronami, czyli czy użycie tego sformułowania korzystnie kończy spór.

Piątym dokumentem jest pełnomocnictwo. Wiele osób podpisuje je bez większego zastanowienia, uznając, że jest to wyłącznie formalność. Tymczasem zakres pełnomocnictwa może być bardzo szeroki. W zależności od jego treści pełnomocnik może zawierać umowy, reprezentować mocodawcę przed urzędami i sądami, składać oświadczenia woli, a niekiedy nawet rozporządzać majątkiem. Nie mam na myśli pełnomocnictwa udzielonego prawnikom do reprezentowania przed sądem, ale takich które są udzielane znajomym, rodzinie, współpracownikom, itp. Zanim podpiszesz pełnomocnictwo, sprawdź, do jakich czynności rzeczywiście upoważniasz drugą osobę i czy zakres tego upoważnienia nie jest szerszy, niż zakładałeś. Miałam w swojej praktyce przypadek, gdzie znajomy udzielił pełnomocnictwa do sprzedania w jego imieniu samochodu. Samochód należał do tzw. marek luksusowych, a zatem na dzień sprzedaży jego wartość przekraczała grubo ponad sto pięćdziesiąt tysięcy złotych. No i  pełnomocnik samochód sprzedał, pieniądze zostały przelane na jego konto (tak było w tym dokumencie) i zniknął skutecznie. Do dzisiaj nie wiadomo, gdzie się schował i czy wiedzie dobre życie na koszt mojego klienta.

Szóstym dokumentem jest protokół odbioru. Dotyczy to zwłaszcza odbioru mieszkania, domu, remontu, samochodu czy wykonanej usługi. Podpisując protokół bez zgłoszenia zauważonych usterek lub zastrzeżeń, możesz znacznie utrudnić sobie późniejsze dochodzenie swoich praw. Jeżeli coś budzi Twoje wątpliwości, wpisz je do protokołu albo odmów podpisania dokumentu do czasu wyjaśnienia sprawy.

Siódmym dokumentem jest umowa pożyczki zawierana pomiędzy członkami rodziny lub znajomymi. To jeden z najczęstszych powodów konfliktów, które trafiają później do kancelarii i sądów. „Przecież sobie ufamy”  to zdanie słyszę wyjątkowo często. Tymczasem brak określenia terminu zwrotu, wysokości pożyczki, sposobu spłaty czy potwierdzenia przekazania pieniędzy powoduje, że po kilku latach bardzo trudno udowodnić, jakie były rzeczywiste ustalenia stron. Dobra umowa nie świadczy o braku zaufania. Wręcz przeciwnie chroni relacje, ponieważ zapobiega późniejszym nieporozumieniom.

Na zakończenie chciałabym zostawić Ci jedną myśl. Sam podpis nie jest problemem. Problemem jest podpis złożony bez świadomości jego skutków. Prawo nie wymaga od każdego znajomości wszystkich przepisów, ale oczekuje, że osoba podpisująca dokument wie, pod czym składa swój podpis. Czas poświęcony na spokojne przeczytanie dokumentu, zadanie kilku pytań czy konsultację z prawnikiem jest zazwyczaj niewspółmiernie krótszy i tańszy niż późniejsze prowadzenie wieloletniego sporu sądowego. Pamiętaj  dokument podpisujesz w kilka sekund, ale jego konsekwencje mogą pozostać z Tobą na wiele lat. Dlatego nie pozwól, aby pośpiech, presja drugiej strony albo przekonanie, że „to tylko formalność”, zdecydowały o sprawach, które mogą mieć wpływ na Twój majątek, bezpieczeństwo i spokój.

Dodaj komentarz