Zapowiadałam na moim profilu na FB kolejny wpis w przestrzeni blogowej.
Zatem jest. Będzie dzisiaj trochę różności. Za chwilę przeczytasz co przygotowałam, tylko trzeba dotrwać do końca. Myślę, że będzie ciekawie.
W ubiegłym tygodniu obchodzone było święto czekolady, czy też dzień czekolady. Zwał jak zwał. Najważniejsze, że był to bardzo przyjemny dzień do świętowania i delektowania się słodkościami bez liczenia kalorii. Pozwoliłam sobie na więcej niż zwykle i zjadłam jej sporo.
Dlaczego w ogóle obchodzi się takie święto?
Otóż to, postanowiłam się temu nieco przyjrzeć. Nie znalazłam jakiejś niezwykłej historii w tym zakresie. Głównie przewijało się, że ludzie generalnie mają słabość do czekolady. Ta słabość sięga tysięcy lat wstecz i prawdopodobnie zaczęła się od odkrycia walorów tego smakołyku przez plemię Olmeków.
Prawdę powiedziawszy, nie słyszałam nigdy o tej ludności, ale takie informacje pojawiły się podczas zgłębiania zagadnienia. Niech zatem będzie, że to jest prawda, a ludność ta żyła na wschodnim wybrzeżu Meksyku.
Tylko kiedy czekolada pojawiła się w Europie?
Oj, dość późno w stosunku do tego o czym wcześniej napisałam, bo w XVI wieku w Hiszpanii. Przyczyniły się do odkrycia tego smakołyku wyprawy Krzysztofa Kolumba. No i już Go lubię.
Na początku była raczej towarem luksusowym i niedostępnym powszechnie, ale zaczęło się zmieniać, gdy wynaleziono prasę do jej produkcji w 1829 r.
Dzisiaj jest to popularny smakołyk, a za zdrową uważa się gorzką czekoladę. Też lubię.
W zajawce posta na FB napisałam, że będzie o czekoladzie, ale przy kawie. Wszystko się zgadza. O czekoladzie napisałam, pijąc kawę. Co do tego drugiego, to uwierz mi na słowo, że tak było. Notabene lubię kawę, szczególnie z rana. Pewnie jak większość osób, które pijają ten aromatyczny napój.
No dobrze, ale powinno być coś o prawie. Oczywiście zaraz będzie.
Ostatnio głośnym i gorącym tematem były projekty ustaw dotyczących aborcji. W Sejmie RP przetoczyła się dyskusja w tym zakresie i ostatecznie cztery projekty ustaw trafiły do Komisji Nadzwyczajnej. Oczywiście nie będę rozprawiała czy to dobrze, czy źle, że takie przepisy będą procedowane, bo to są sprawy światopoglądowe i nie wchodzę co do zasady w takie obszary na blogu.
Oczywiście mam swoje zdanie w tej materii, ale szanują każdą inną osobę, która postrzega świat zupełnie odmiennie niż ja. Przecież to jest piękne, że każdy człowiek jest inny, ma inne zdanie i poglądy. Jakby życie nasze wyglądało, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami? Byłoby nudno.
Natomiast temat poruszony powyżej, jest przyczynkiem, aby napisać co nieco o prawach kobiet. Wiem, wiem, że niektórzy mogą zżymać się, że w kółko i na okrągło porusza się sprawy kobiet, a o mężczyznach nikt nie pomyśli.
Owszem, ale jednak mężczyznom nadal żyje się lepiej niż kobietom w Polsce i jest to fakt. Kobietom trudniej np. wrócić na rynek pracy po urodzeniu dziecka. Niestety na tych samych stanowiskach co mężczyźni kobiety nadal mniej zarabiają. Poza tym co do zasady eksponowane stanowiska zdominowane są przez mężczyzn, choć wiele korporacji chwali się równouprawnieniem.
Równouprawnienie teoretycznie istnieje, bo wiele przepisów to gwarantuje, ale życie życiem i często w praktyce sytuacja wygląda inaczej.
Warto także podnieść, że to najczęściej na kobiety spada obowiązek zajmowania się dziećmi, domem, itp. One są częściej ofiarami przemocy fizycznej lub psychicznej niż mężczyźni. To One nieraz mają problem, żeby partner płacił alimenty. Takich przykładów można mnożyć. Wydaje się, że w XXI wieku, w ogóle nie powinny pojawiać się takie kwestie jak wskazałam powyżej, ale jednak tak jest.
Wobec tego, że w obecnych czasach kobiety są aktywne społecznie i politycznie „walczą” o swoje prawa, stąd też i inicjatywy legislacyjne.
Natomiast czy zawsze tak było, że kobiety miały gorzej? Nie, choć w średniowieczu, i późniejszych czasach zdecydowanie tak. Pozycja kobiet była bardzo słaba, bo o wszystkim decydowali mężczyźni.
Jednak dawno, dawno temu kobietom żyło się całkiem nieźle.
Gdzie? No nie uwierzysz, w starożytnym Egipcie.
Wówczas kobiety były ważną częścią społeczności, choć oczywiście postrzegane najczęściej jako piękne istoty. Natomiast na tle ówczesnych czasów, w stosunku do innych krajów, pozycja kobiet w starożytnym Egipcie była wyjątkowa. Owszem cywilizacja ta była oparta na relacjach rodzinnych i świętej instytucji małżeństwa, ale małżeństwo mogło zakończyć się rozwodem. Ot taka ciekawostka prawna. O rozwód mogła wystąpić kobieta.
Zatem dochodziło do rozwodów i procesów sądowych.
Oczywiście, jak to w każdej społeczności bywa zdarzały się czarne owce, a więc małżonkowie, którzy stosowali przemoc lub uzależniali od siebie kobiety (w tym także finansowo). Były jednak stosowne przepisy prawa, które chroniły kobiety przed takimi zakusami mężczyzn poprzez stosowanie wobec oprawców surowych kar.
Główną domeną kobiet były oczywiście sprawy związane z prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci, ale mąż na pewno nie mógł być panem życia i śmierci. Kobiety w starożytnym Egipcie mogły posiadać swój majątek, a praktyką powszechną było spisywanie tzw. kontraktu małżeńskiego. Kobiety zatem swobodnie dysponowały majątkiem, nieruchomościami, jeśli posiadały. Mąż mógł zarządzać majątkiem żony, ale nie mógł samodzielnie tego majątku sprzedać. Natomiast w przypadku rozwodu majątek żony przypadał tylko jej w udziale, a byłemu małżonkowie nic do tego.
Dla niektórych Egipcjanek otwarta była kariera zawodowa. Oczywiście dotyczyło tych kobiet, które potrafiły czytać i pisać. Mogły pełnić różne funkcje choćby administracyjne w pałacu królewskim. Były też kobiety które np. samodzielnie zajmowały się handlem, czy też prowadziły swoje przedsiębiorstwa. Oczywiście nie napisałam, że życie w starożytnym Egipcie dla kobiet było łatwe. Oczywiście, pomimo tych przywilejów łatwe nie było, szczególnie dla ubogich, żyjących na wsi. Nie mniej jednak pozycja kobiet w tamtych czasach była niezwykła w porównaniu z innymi krajami.
Egipt był jednak jednostkowym przypadkiem. Przez wieki kobiety musiały i muszą „walczyć” o swoje. Zmieniają się jedynie epoki i zmieniają się prawa, o które kobiety zabiegają. No cóż, tak jest, ale najważniejsze jest to, że świadomych kobiet jest co raz więcej i takich które wiedzą czego chcą.
Poza tym dzisiaj jest piękny i słoneczny dzień w Warszawie. Może po południu znajdę czas na krótki spacer. Zobaczymy, bo akurat mam sporo obowiązków zawodowych i prywatnych, także czas pokaże jak się ułoży reszta dnia.
Tymczasem życzę wszystkiego dobrego i jak zwykle do następnego wpisu.
