Granica między empatią a profesjonalizmem. Gdzie kończy się serce, a zaczyna odpowiedzialność prawnika?
Taki temat postanowiłam poruszyć na moim blogu, bo tutaj spotkasz nie tylko wpisy o prawie, ale także o ludzkich zachowaniach, emocjach i o tym wszystkim co w życiu ważne.
No to do dzieła.
W pracy radcy prawnego przepisy to tylko część rzeczywistości. Za każdą sprawą stoi człowiek, a za człowiekiem stoją emocje. Najczęściej jest to strach, gniew, rozczarowanie, poczucie niesprawiedliwości, a czasem jest to wstyd.
W przypadku obsługi prawnej firm, czy instytucji, sprawa wydaje się bardziej prosta, bo obsługa ta nie dotyczy bezpośrednio osób pracujących, a jednak?
Bo co wówczas, gdy dotyczy to zmian kadrowych, a ja jako prawnik aktywnie w tym uczestniczę?
Właśnie w tym miejscu pojawia się pytanie, z którym mierzę się od lat. Czy prawnik powinien być empatyczny, a jeśli tak, to gdzie jest granica, której nie wolno przekroczyć?
Tym dzisiaj zajmę się na blogu. Jeśli temat jest dla Ciebie interesujący, zostań ze mną do końca. Zapraszam.
Nie wierzę w mit „zimnego profesjonalisty”. Uważam, że bez empatii nie da się dobrze wykonywać zawodu radcy prawnego, który jak wiesz z poprzednich wpisów, wykonuję od kilkudziesięciu lat.
Często to, co słyszę na pierwszym spotkaniu, jest tylko wierzchołkiem problemu. Ktoś mówi o pozwie, o alimentach, o kredycie, o podziale majątku. Jednak pod tym kryje się lęk o przyszłość, poczucie upokorzenia, bezsilność albo złość, która szuka ujścia.
Empatia pozwala mi zatrzymać się na chwilę i zobaczyć więcej niż same przepisy. Pozwala zrozumieć motywacje, sposób podejmowania decyzji, kontekst życiowy.
W sprawach konsumenckich czy kredytowych to jest często kluczowe, bo umowa to jedno, a okoliczności jej podpisania to drugie. W sprawach rodzinnych empatia jest wręcz konieczna, żeby oddzielić to, co jest prawnie relewantne, od tego, co jest wyłącznie emocjonalnym ciężarem.
Jednocześnie wiem, że empatia nie może przejąć kontroli nad decyzjami procesowymi. Granice wyznacza prawo, etyka zawodowa i odpowiedzialność za skutki moich działań.
Nie jestem, bowiem stroną konfliktu. Nie mogę stać się emocjonalnym uczestnikiem sporu, nawet jeśli doskonale rozumiem jedną ze stron.
Moim zadaniem nie jest „wymierzenie sprawiedliwości” w potocznym sensie ani realizowanie potrzeby odwetu. Moim zadaniem jest ochrona interesu Klienta w granicach prawa i zgodnie z prawem.
Bywają sytuacje, w których Klient mówi, szczególnie w sprawach rozwodowych „chcę, żeby on zapłacił za wszystko”. Naprawdę rozumiem to zdanie, rozumiem emocje, szczególnie, gdy wcześniej doszło do zdrady, ale wiem też, że Sąd nie jest miejscem rozliczania całego życiowego bólu. Muszę oddzielić emocję od roszczenia, poczucie krzywdy od podstawy prawnej. To moment, w którym empatia musi ustąpić miejsca chłodnej analizie i spowodować żeby powstrzymać Klienta od skupiania się na emocjach.
Dlaczego? Bo sprawa w Sądzie to nie jest wygrana na emocje tylko na dowody.
Czasem oznacza to powiedzenie: „tego nie możemy zrobić” albo „to nie ma realnych szans powodzenia”, albo jeszcze inaczej „to jest kompletnie obojętne dla sprawy”. Wiem, że takie słowa bywają trudne do przyjęcia. Wiem też, że uczciwość wobec Klienta jest częścią profesjonalizmu i działania zawsze na Jego rzecz.
Z biegiem lat nauczyłam się jeszcze jednego, że nadmierne utożsamienie się z Klientem szkodzi nie tylko sprawie, ale także samemu prawnikowi. Ten zawód wiąże się z dużym obciążeniem emocjonalnym. Jeżeli każdą historię przenosi się do własnego życia, bardzo łatwo stracić dystans i równowagę. Dystans nie jest chłodem ani obojętnością. Jest elementem odpowiedzialności. Dzięki niemu mogę zachować spokój tam, gdzie Klient go nie ma. Mogę podejmować decyzje oparte na analizie, a nie na impulsie.
Paradoksalnie właściwie rozumiana empatia zwiększa skuteczność w prowadzonych sprawach. Uważne słuchanie pozwala dostrzec też co w późniejszym etapie może stać się kluczowym elementem argumentacji. Czasem jedno zdanie wypowiedziane mimochodem odsłania istotę problemu prawnego. Bez uważności można je przeoczyć, a z uważnością można zbudować całą strategię.
Granica między empatią a profesjonalizmem nie jest linią narysowaną raz na zawsze. To raczej proces ciągłego wyważania. Z jednej strony zrozumienie i szacunek dla emocji Klienta. Z drugiej strony to jest odpowiedzialność za podejmowane decyzje i ich konsekwencje. Nie chodzi o to, by być twardym za wszelką cenę. Chodzi o to, by być stabilnym, solidnym, zdolnym do budowania właściwej strategii i argumentacji, a w sytuacjach napięcia nie poddawać się emocjonalnej dynamice sporu.
Coraz częściej myślę, że dojrzałość zawodowa polega właśnie na tej równowadze. Na umiejętności powiedzenia „rozumiem” i jednocześnie „tego zrobić nie możemy”. Na zdolności bycia obok Klienta i z Klientem, ale nie w środku jego konfliktu. Na świadomości, że proces to narzędzie prawne, a nie sposób na rozwiązanie wszystkich życiowych ran.
Największym komplementem, jaki słyszę w swojej pracy, nie jest informacja o wygranej sprawie. Jest nim zdanie „czułam/em się bezpiecznie”.
W tym jednym zdaniu zawiera się wszystko czyli empatia i profesjonalizm. Bezpieczeństwo rodzi się wtedy, gdy Klient ma poczucie, że jest wysłuchany, ale jednocześnie prowadzony przez kogoś, kto potrafi zachować spokój, dystans i odpowiedzialność.
Być może właśnie w tym miejscu przebiega ta najważniejsza granica.
Jak widzisz i czytasz, dzisiaj było nieco o empatii i jednocześnie o profesjonalizmie.
Dlaczego o tym napisałam?
Dlatego, żeby wybierając pełnomocnika do reprezentowania w Twoich sprawach kierować się oczywiście wiedzą i doświadczeniem prawnym, ale także mieć na względzie, że powinien rozumieć Klienta i być empatyczny. Z zachowaniem granic, o których mowa powyżej. To naprawdę ważne, bo co z tego jak będziesz sobie w kącie płakał ze swoim pełnomocnikiem, w ten sposób nie wygrasz sprawy.
Na dzisiaj tyle, życzę jak zwykle wszystkiego dobrego i do miłego.
