Dwa lata temu napisałam tekst o intuicji w pracy prawnika. Wtedy był to bardziej głos w dyskusji i pytanie postawione samej sobie oraz czytelnikom, czy jest w ogóle coś takiego jak intuicja? Jeśli tak, to czy warto z niej korzystać? Czy prawnik także powinien brać pod uwagę głos intuicji?
Dziś wracam do tego tematu świadomie i z zupełnie innego miejsca, bo bogatsza o kolejne doświadczenia w mojej pięknej zawodowej drodze.
Przez lata wydarzyło się wiele spraw, rozmów z klientami, rozpraw, decyzji podejmowanych pod presją czasu i odpowiedzialności. Coraz częściej łapałam się na tym, że zanim jeszcze sięgnę po przepis czy orzeczenie, jużwiem, w którą stronę sprawa pójdzie. Dopiero potem prawo „dogania” to pierwsze rozpoznanie.
To nie jest odejście od profesjonalizmu. To jego konsekwencja.
Im dłużej wykonuje się ten zawód, tym wyraźniej widać, że nie wszystkie decyzje da się wyprowadzić wyłącznie z kodeksu. Prawo daje ramy, metody, narzędzia. Ale życie i praktyka sądowa wypełniają je treścią. Intuicja przestaje być przeczuciem, a staje się skrótem myślowym opartym na doświadczeniu. Tak uważam, choć wiem, że są osoby, które mogą się z tym nie zgadzać.
Wracam do tematu intuicji także dlatego, że dziś w świecie algorytmów, automatyzacji i schematów coraz częściej udajemy, że prawo można „policzyć”. Tymczasem wiele kluczowych momentów w pracy prawnika rozgrywa się poza tabelą ryzyka i poza literalną wykładnią w rozmowie z klientem, w reakcji Sądu, w ocenie, czy walczyć do końca, czy chronić interesy inaczej.
Kiedyś intuicja była pytaniem, a dzisiaj jest bardzo ważnym elementem mojego doświadczenia, gdzie początki datują się na tak zamierzchłe czasy, że niektórzy ich nie pamiętają.
Właśnie dlatego uznałam, że warto wrócić do tematu intuicji, nie po to, by ją idealizować, ale by uczciwie nazwać jej miejsce w pracy prawnika, nie zamiast wiedzy (żeby była jasność), lecz obok niej. Jako cichy, ale niezwykle ważny element odpowiedzialnego wykonywania zawodu.
Zatem zaczynamy, czy intuicja w pracy prawnika jest przeciwieństwem wiedzy czy cichym sprzymierzeńcem?
Prawo kojarzy się z logiką, schematami, przepisami i chłodną analizą. Prawnik ma „wiedzieć”, a nie „czuć”. Intuicja? To raczej domena artystów, psychologów albo może hazardzistów. A jednak każdy doświadczony prawnik wie, że w praktyce zawodowej intuicja pojawia się częściej, niż chcielibyśmy się do tego przyznać, a jeśli się nie pojawia to nie dobrze.
Czy intuicja ma miejsce w pracy prawnika? Czy można z niej korzystać profesjonalnie? I jak ma się do metod naukowych, na których opiera się prawo? Czym właściwie jest intuicja i czym nie jest?
Intuicja nie jest „przeczuciem znikąd”, ani magicznym darem. W psychologii poznawczej opisuje się ją jako szybkie, nieuświadomione wnioskowanie, oparte na doświadczeniu, wzorcach i pamięci długotrwałej. U prawnika intuicja to często momentalne poczucie, że „coś w tej sprawie się nie klei”, wewnętrzny sygnał, że dana linia obrony będzie źle odebrana przez Sąd, albo będzie nieskuteczna, przeczucie, że świadek mówi prawdę albo wręcz przeciwnie, instynktowne wyczucie, że sprawa powinna pójść w ugodę, a nie w proces.
To nie jest przeciwieństwo wiedzy. To skondensowana wiedza praktyczna, która działa szybciej niż analiza „krok po kroku”.
Moja intuicja zrodziła się po setkach, ba tysiącach rozmów z klientami, po tysiącach rozpraw, po obserwowaniu reakcji sędziów, pełnomocników, świadków, po popełnionych błędach i wygranych „o włos”.
Doświadczony prawnik często najpierw wie, a dopiero potem uzasadnia, dlaczego wie. Najpierw pojawia się kierunek, a dopiero potem przepis, orzecznictwo, argumentacja i to jest całkowicie naturalne.
Co daje korzystanie z intuicji w praktyce?
Rozsądnie używana skraca czas podejmowania decyzji procesowych, pozwala szybciej ocenić realne ryzyko sprawy (a nie tylko teoretyczne), pomaga dobrać strategię do konkretnego Sądu, ułatwia komunikację z klientem także wtedy, gdy trzeba powiedzieć coś trudnego, chroni przed „przeprocesowaniem” spraw, które nie mają sensu ekonomicznego lub emocjonalnego, a przede wszystkim kiedy wiadomo z góry, że nie ma szans na pozytywny efekt.
A co z metodami naukowymi i chłodną analizą?
Prawo jako nauka opiera się na wykładni językowej, systemowej i funkcjonalnej, analizie orzecznictwa, zasadach logiki, dowodach i procedurach i oczywiście znajomości przepisów. I to się nie zmienia. Intuicja nie może zastąpić analizy przepisów, oceny dowodów, przygotowania pism, konstrukcji argumentacji prawnej.
Dobry prawnik nie mówi:
„Tak czuję, więc tak zrobimy.”
Dobry prawnik mówi:
„Moje doświadczenie podpowiada mi ten kierunek i teraz pokażę, jak da się go obronić prawnie.”
Należy pamiętać, że intuicja i analiza to duet, a nie konflikt. Najlepsi prawnicy nie wybierają między intuicją a nauką. Oni łączą oba narzędzia, bo intuicja wskazuje kierunek, analiza prawna go weryfikuje, doświadczenie procesowe sprawdza go w praktyce.
To właśnie ta kombinacja odróżnia prawnika „poprawnego” od prawnika skutecznego.
Na koniec
Intuicja w pracy prawnika nie jest słabością ani brakiem profesjonalizmu. Jest naturalnym efektem lat praktyki, obserwacji i odpowiedzialności za cudze sprawy. Kluczowe jest jedno. Intuicja musi iść w parze z wiedzą, a nie zamiast niej. Tak uważam i tego od lat się trzymam.
Prawo to nie tylko przepisy. To także ludzie, emocje, decyzje i konsekwencje. A tam, gdzie są ludzie, tam intuicja zawsze będzie miała swoje miejsce.
