Prawo, a psy na łańcuchu.

Decyzja Prezydenta RP o zawetowaniu tzw. ustawy łańcuchowej, czyli ustawy zakazującej trzymania psów na łańcuchu lub uwięzi, to moim zdaniem  krok wstecz. Choć projekt został uchwalony przez parlament, a jego celem miała być realna poprawa losu czworonogów, to weto sprawia, że wiele psów nadal może być uwiązane przez całe życie, skazane na ograniczoną przestrzeń, brak ruchu i brak godnych warunków W tym tekście wyjaśniam, dlaczego uważam, że to zła decyzja i dlaczego Polska powinna iść śladem krajów UE, które już dawno zabroniły takich praktyk.

Skąd w ogóle wzięła się „tradycja” trzymania psów na łańcuchach?

To, że na wielu polskich wsiach widzimy psy przywiązane do budy, to często nie efekt złej woli właścicieli, ale wieloletnich przyzwyczajeń, które mają swoje źródła jeszcze w realiach sprzed kilkudziesięciu lat.

Pies jako „narzędzie”, a nie domownik.

W tradycyjnych gospodarstwach wiejskich pies był traktowany wyłącznie użytkowo, bo pilnował obejścia, ostrzegał przed intruzami, „miał czuwać”, a nie odpoczywać w domu. Psa nie traktowano jako członka rodziny. Był tylko częścią inwentarza, tak jak np. sprzęt gospodarczy. Łańcuch miał ograniczyć jego swobodę i sprawić, że pies „pozostanie na posterunku”.

Dawne warunki i brak ogrodzeń.

Kiedyś większość gospodarstw nie miała pełnych ogrodzeń. Dlatego łańcuch, oprócz funkcji, którą wskazałam powyżej był po prostu najtańszymi i najłatwiejszym dostępnym sposobem „zabezpieczenia” psa przed ucieczką.  Nie wymagał inwestycji, nie wymagał wiedzy, był standardem w otoczeniu, więc nikt nie zastanawiał się nad jego słusznością.

Przekonanie, że pies „musi być groźny”.

Przez lata funkcjonowało błędne przeświadczenie, że pies pilnujący posesji: musi być „twardy”, musi „zahartować się” w warunkach zewnętrznych, a dłuższy łańcuch „rozmiękcza” psa, a swoboda „rozleniwia”. To oczywiście mit, bo psa nie czyni skutecznym stróżem cierpienie, lecz poczucie bezpieczeństwa, dobre relacje z człowiekiem i komfort.

Brak wiedzy o potrzebach zwierząt.

Jeszcze 20–30 lat temu nikt nie mówił o psiej behawiorystyce, emocjach, potrzebach gatunkowych. Trzymanie psa przy budzie uważano za normalne i poprawne. Dlaczego? Bo „tak się zawsze robiło”, „tak robią sąsiedzi”, „pies ma budę, więc mu dobrze”.

Dopiero ostatnie lata przyniosły realną zmianę świadomości, choć jedynie częściowo, bo nadal psy na łańcuchach są problemem.

Czemu ten sposób trzymania psa miał służyć?

Z założenia miał służyć ochronie gospodarstwa. W praktyce według zwolenników i powszechnie panującego przekonania łańcuch blokował naturalną możliwość ucieczki w razie zagrożenia, zwiększał frustrację psa, sprzyjał agresji i stresowi, dlatego pies trzymany w takich warunkach miał być skutecznym „ochroniarzem”.

Dlaczego kiedyś uważano, że pies pilnujący musi być na łańcuchu?

Przekonanie, że pies dobrze pilnujący gospodarstwa powinien być trzymany na łańcuchu, wynikało z kilku utrwalonych, ale błędnych założeń. Ten sposób myślenia funkcjonował szczególnie na wsiach i był przekazywany z pokolenia na pokolenie.

„Żeby miał swój teren do pilnowania”.

Właściciele uważali, że przywiązując psa w jednym miejscu, wyznaczają mu konkretny obszar odpowiedzialności za „jego rewir”. W praktyce miało to działać tak: pies ma pilnować tego, co widzi, nie będzie się oddalał, zawsze jest „na stanowisku.

To oczywiście nie miało naukowych podstaw, ale było intuicyjne i powtarzalne.

„Bo inaczej pies pobiegnie za każdym intruzem i zginie np. pod autem”.

Łańcuch miał chronić psa przed wybieganiem na drogę, gubieniem się lub atakowaniem przechodniów.
Właściciele mieli poczucie, że tylko łańcuch daje pełną kontrolę nad tym, gdzie pies się znajduje, a jednocześnie pozwala mu „widzieć podwórko”.

„Pies przy budzie pies jest najgroźniejszy”.

Funkcjonowało przekonanie, że pies broni miejsca, które uważa za swoje.
Dlatego przy budzie, bo w teorii  pies miał być: bardziej czujny, bardziej reagujący, bardziej „bojowy”, bo broni „swojego domu”.

W rzeczywistości pies na łańcuchu jest sfrustrowany, bardziej reaktywny i nieskuteczny.

„Pies ma pilnować, a nie biegać”.

W tradycyjnym myśleniu pies stróż: nie powinien się bawić, nie powinien biegać po całej posesji, nie powinien swobodnie poznawać otoczenia.

Zadanie psa miało być proste: siedziećprzy budzie i szczekać, gdy ktoś podejdzie.
Łańcuch zapewniał, że nie będzie się zajmował niczym innym.

„Bo tak robił dziadek, ojciec i sąsiedzi”.

To ważny czynnik kulturowy: jeśli całe otoczenie trzyma psy przy budach, łatwo przyjąć to jako normę. Przez lata nikt nie zastanawiał się nad zdrowiem psa, jego psychiką, potrzebami gatunkowymi, ani tym, czy istnieją lepsze metody pilnowania domu. Łańcuch był po prostu „standardem”, w dodatku najtańszym.

Wychodzi na to, żepies na łańcuchu ma ograniczone pole widzenia, nie może podejść do intruza, więc szczeka „na oślep”, bywa bardziej agresywny, bo jest zestresowany, szybciej się męczy psychicznie i realnie gorzej pilnuje gospodarstwa.

Paradoksem według behawiorystów jest to, że najgorzej pilnują psy uwiązane, a najlepiej te zadbane, swobodne i z poczuciem bezpieczeństwa.

To przekonanie, że dobrym stróżem jest pies na łańcuchu, moim zdaniem, jest reliktem dawnych, bardzo archaicznych praktyk, które nie miały nic wspólnego z dobrostanem zwierząt ani realnym bezpieczeństwem.

Czy pies na łańcuchu może być skutecznym stróżem?

W moim odczuciu, nie i nigdy nie był i nie będzie. Dlaczego?

Dlatego, że nie może gonić intruza. Np. jeśli złodziej przejdzie poza zasięg łańcucha  pies jest bezużyteczny.

Mało tego, ograniczenie ruchu zwiększa stres i agresję, co może być niebezpieczne dla domowników.  Pies na łańcuchu nie patroluje terenu więc realnie nie pilnuje niczego poza promieniem kilku metrów. Złodzieje wiedzą, że wystarczy podejść spoza zasięgu łańcucha i nic pies nie zrobi. Ktoś może powiedzieć, że będzie szczekał. Jednak psy na łańcuchach szczególnie wieczorem często szczekają, a nawet „ujadają” i nikt nie zwraca na to uwagi, bo tak się dzieje ciągle.

Choć projekt tej ustawy został uchwalony przez parlament, a jego celem miała być realna poprawa losu czworonogów  to weto sprawia, że wiele psów nadal może być uwiązane przez całe życie, skazane na ograniczoną przestrzeń, brak ruchu i godne warunki. W tym tekście wyjaśniam, dlaczego uważam, że to zła decyzja i dlaczego Polska powinna iść śladem krajów UE, które już dawno zabroniły takich praktyk.

Co przewidywała ustawa?

Nowelizacja, przyjęta przez parlament we wrześniu 2025 r., zakładała całkowity zakaz trzymania psów stale na uwięzi (na łańcuchu/smyczy w domu lub na podwórku). Ustawa przewidywała wyjątki: tymczasowe uwięzienie tylko w wyjątkowych sytuacjach  np. podczas spaceru, transportu, wizyty u weterynarza, tresury czy w sytuacji, gdy pies zagrażałby bezpieczeństwu. Ponadto  jeśli pies miałby być trzymany w kojcu,  ustawodawca proponował minimalne powierzchnie: np. dla psów do 20 kg kojec 10 m²; dla większych odpowiednio większy, z zapewnieniem warunków higienicznych, dachu, ochrony przed warunkami atmosferycznymi, a także codziennego dostępu do przestrzeni poza kojcem.  W głosowaniu w Sejmie za ustawą opowiedziało się 280 posłów, przy 105 przeciwnych i 30 wstrzymujących się.

Prezydent jak wiemy, zdecydował się tę ustawę  zawetować. Jako powód wskazał, że jego zdaniem ustawa była „źle napisana”  m.in. normy dotyczące kojców były według Niego „nierealistyczne” i „absurdalne”, szczególnie dla gospodarstw wiejskich czy drobnych właścicieli zwierząt.

Jednocześnie Prezydent zapowiedział, że skieruje do Sejmu własny projekt ustawy, która również miałaby zakazywać stałego trzymania psów na uwięzi. Niestety brak podpisu pod ustawą oznacza, że obecne nadal obowiązują.

Moim zdaniem to nie jest dobra decyzja. Dlaczego?

Psy bez wolności, ludzie bez kontroli.

Prawo, które miało dać szansę psom na godne życie wolne od łańcucha  zostało odrzucone. To oznacza, że wiele zwierząt pozostanie przywiązanych do bud, bez możliwości normalnego biegania, eksploracji, bez kontaktu czy chwil odpoczynku w ruchu.

Sygnał społeczny co jest ważniejsze.

Decyzja pokazuje, że woli się chronić interesy gospodarzy, hodowców czy tradycji  niż dobra zwierząt. Daje przyzwolenie na to, by traktować psy jako „narzędzia bez uwzględniania ich emocji, natury, potrzeb. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby uwzględniać interesy wszystkich, bo tak właśnie powinno być.

Opóźnianie zmian, które inne kraje już wdrożyły.

Gdy Polska się waha inne kraje już poszły znacznie dalej. A w dodatku na poziomie całej Unii pojawiają się regulacje, które nakazują lepszy standard w tym zakresie.

Przykłady z UE i międzynarodowy kontekst.

European Parliament i Council of the European Union właśnie (2025) zatwierdziły wstępne unijne przepisy dotyczące dobrostanu psów i kotów  w tym zakaz uwiązywania („tethering”) zwierząt, chyba że jest to wyjątkowo konieczne (np. leczenie). Wśród krajów, które już wprowadziły zakazy lub bardzo restrykcyjne regulacje w tej kwestii jest Słowenia od 11 listopada 2025 r. całkowicie zakazano tam stałego łańcuchowania psów w domach i na podwórkach. Niektóre kraje (np. Estonia) rozważają lub wprowadzają zmiany ku całkowitemu zakazowi takiego trzymania psów.

Weto to opóźnienie, ale cierpienie trwa.

Argument Prezydenta, że normy dotyczące kojców były „nierealistyczne”  być może mają sens z punktu widzenia gospodarstw rolniczych. Ale opóźnianie ochrony zwierząt z powodu trudności adaptacyjnych to nie jest dobry precedens. Weto oznacza, że psy czekają. A czekanie często oznacza cierpienie.

Jeśli nowy projekt pojawi się dopiero za miesiące albo lata setki, tysiące psów mogą w tym czasie przeżyć całe życie przywiązane, bez realnej wolności, przestrzeni, godnych warunków.

Polska potrzebuje prawa, które realnie chroni dobrostan zwierząt , a nie kompromisów, które tylko formalnie „coś zmieniają”. Zakaz łańcuchowania psów to minimum. To nie fanaberia to moim zdaniem odpowiedzialność. Zwierzę, które zależy od człowieka, nie jest rzeczą; to życie, które odczuwa ból, stres, samotność. Polska nie powinna być „w tyle” za resztą Europy. Jeśli inne kraje już wprowadzają zakazy, a UE planuje standardy to Polska powinna za tym podążać.  Społeczeństwo powinno wywierać presję  na polityków, na legislację, na tych, którzy trwałe trzymają psy na łańcuchach. Bo zwierzęta same się nie obronią.

Zawetowanie ustawy łańcuchowej to decyzja, która, choć może uzasadniona względami technicznymi, jest moralnie problematyczna. To wybór: pozostawić setki psów w cierpieniu albo dać im szansę na godne, pełne życia  z ruchem, swobodą, opieką i miłością.

Jeśli naprawdę wierzymy, że dobrostan zwierząt to istotna wartość  musimy domagać się, by prawo chroniło tych, którzy na to nie zasługują. Nie dlatego, że psy to moda,  ale dlatego, że to życie.

2 uwagi do wpisu “Prawo, a psy na łańcuchu.

  1. Po stosunku do zwierząt poznaję człowieka (albo „człowieka”), tak więc bez dalszych komentarzy, prawda? Kto zwierzęciu bezbronnemu robi krzywdę nie zawaha się zrobić ją każdemu…

    Pozdrawiam i dziękuję, że jesteś :)

Dodaj komentarz