Kilka dni temu zapowiedziałam na moim profilu na Facebook, że będzie wpis dotyczący zachowku. Tymczasem wczoraj znienacka pojawił się wpis dotyczący najmu okazjonalnego. Poczyniłam tak dlatego, że ostatnio co raz więcej trafia do mnie spraw z umowami, które nie spełniają przesłanek ustawowych, aby móc zakwalifikować umowy jako najem okazjonalny. Pomyślałam więc, że coś jest na rzeczy i trzeba wyjaśnić zawiłości prawne, żeby każdy wiedział o co chodzi.
Skoro obiecałam napisać o zachowku, a to jest ważny temat, budzący sporo kontrowersji, usiadłam przed komputerem, napisałam i gotowe.
No to lecimy z tematem.
Zachowek to jedna z instytucji prawa spadkowego, która jednych cieszy, a innych…… doprowadza do białej gorączki. Uprawnieni do zachowku często mówią, że to sprawiedliwe rozwiązanie, bo chroni najbliższych zmarłego przed całkowitym pominięciem w spadku. Ci, którzy muszą zachowek zapłacić, widzą to zupełnie inaczej: „Dlaczego mam płacić, skoro zmarły wyraźnie napisał w testamencie, komu chce zostawić swój majątek?”
Nie da się ukryć, że zachowek to temat pełen emocji, bo dotyka spraw rodzinnych, relacji i często dawno niezaleczonych ran. Ale po kolei.
Czym właściwie jest zachowek?
Zachowek to roszczenie pieniężne przysługujące najbliższym zmarłego, jeśli zostali pominięci w dziedziczeniu albo dostali zbyt mało.
Zachowek przysługuje:
- zstępnym (czyli dzieciom, wnukom, prawnukom),
- małżonkowi,
- rodzicom zmarłego, ale tylko wtedy, gdy brak zstępnych.
Wysokość zachowku to:
- 1/2 wartości udziału spadkowego, który przypadłby danej osobie przy dziedziczeniu ustawowym,
- a 2/3 udziału, jeśli uprawniony jest małoletni lub trwale niezdolny do pracy.
Przykład z życia.
Wyobraźmy sobie sytuację: Pan Adam rozwiódł się z pierwszą żoną, z którą miał córkę. Po kilku latach ożenił się ponownie. Z nową żoną dorobił się majątku: wspólnego domu i oszczędności. W testamencie cały majątek zapisał żonie, pomijając córkę.
Po jego śmierci córka zwróciła się do macochy o wypłatę zachowku.
Czy ma do tego prawo? Tak.
Mimo że testament nie przewiduje dla niej żadnego udziału w spadku, prawo chroni ją jako najbliższego zstępnego. Wartość zachowku oblicza się od majątku, jaki ojciec pozostawił w chwili śmierci.
Nowa żona spadkobierczyni może więc czuć frustrację:
„Przecież on chciał, żebym to ja wszystko dostała. Dlaczego mam teraz płacić jego córce, skoro jego wola była inna?”
I tu właśnie pojawia się to prawnicze „ale”: prawo do zachowku nie zależy od woli spadkodawcy. Jeśli nie doszło do skutecznego wydziedziczenia, to uprawnienie do zachowku pozostaje w mocy, nawet wbrew ostatniej woli zmarłego.
Nasuwa się jednak pytanie, czy pomimo tego o czym napisałam powyżej, można pozbawić kogoś zachowku?
Tak, ale nie jest to łatwe.
Skutecznym sposobem jest wydziedziczenie, czyli wyraźne wskazane w testamencie, że dana osoba zostaje pozbawiona możliwości dziedziczenia bez prawa do zachowku, wraz z podaniem przyczyny.
Natomiast pamiętać należy, że nie można wydziedziczyć, bo takie mamy „widzimisie”. W przeciwnym przypadku wydziedziczenie oparte na tym co napisałam powyżej, będzie można „obalić”.
Muszą być spełnione przesłanki, to znaczy, co najmniej jedna z nich:
- uporczywe postępowanie wbrew woli spadkodawcy,
- popełnienie względem niego lub jego najbliższych przestępstwa,
- uporczywe niedopełnianie obowiązków rodzinnych.
Wydziedziczenie musi być konkretne, uzasadnione i zapisane w testamencie. Samo emocjonalne „nie chcę, żeby córka cokolwiek dostała” nie wystarczy.
A czy można „uniknąć” zachowku inaczej?
W praktyce istnieje kilka sposobów, które pozwalają ograniczyć skutki roszczenia o zachowek, ale wówczas zależy od woli spadkodawcy i spadkobiercy, czyli można zrobić:
- darowiznę za życia tzn. spadkodawca może rozdysponować swój majątek wcześniej, choć uwaga: darowizny dolicza się do masy spadkowej przy obliczaniu zachowku, w grę wchodzą jeszcze inne ograniczenia, ale o tym innym razem,
- umowa o zrzeczenie się dziedziczenia wraz ze zrzeczeniem się prawa do zachowku, zawierana w formie aktu notarialnego, skutecznie pozbawia zstępnych prawa do dziedziczenia, a tym samym do zachowku,
- zaplanowanie sukcesji „z głową” np. poprzez testamenty, sporządzone w sposób opisany powyżej, czy przekazanie majątku w spółkę, fundację, itp.
Każda z tych dróg wymaga jednak przemyślenia i najczęściej profesjonalnej pomocy prawnika, bo próba „ominięcia zachowku” nie daje oczekiwanych efektów, bo jest po prostu niezgodne z prawem.
Zachowek: sprawiedliwość czy niesprawiedliwość?
Z mojego doświadczenia wynika, że zachowek to jedna z najbardziej kontrowersyjnych instytucji prawa spadkowego. Uprawnieni, czyli dzieci czy małżonkowie pominięci w testamencie uważają, że to prawo przywraca im sprawiedliwość. Zobowiązani, czyli spadkobiercy testamentowi często czują się pokrzywdzeni, bo muszą spłacać osoby, z którymi zmarły mógł nie mieć żadnego kontaktu od lat.
W przytoczonym przykładzie macocha zapewne powiedziałaby:
„To niesprawiedliwe. Przecież on chciał, żebym to ja wszystko dostała. Dlaczego mam płacić za decyzję, którą on świadomie podjął?”
A jednak prawo stoi na straży ochrony więzi rodzinnych choćby tylko formalnych.
Na koniec napiszę, że właśnie z takim kontrowersjami co do zachowku mam do czynienia na co dzień. Taka jest praca prawnika i trzeba potrafić sobie radzić. Niezależnie od tego kto jaki ma zdanie na temat zachowku jest to tarcza ochronna dla najbliższych zmarłego, ale z drugiej strony też źródło wielu sporów rodzinnych. Chroni tych, którzy mogliby zostać bez środków do życia, ale bywa, że burzy spokój osób, które zmarły chciał uhonorować testamentem.
Czy to sprawiedliwe? To już zależy, po której stronie się stoi.

Mam brata, który jest wdowcem. Brat nigdy nie miał dzieci, nasi rodzice nie żyją. Jego śp. żona miała dwie siostry, które żyją. Czy komuś będzie przysługiwał zachowek, gdyby – odpukać – brat zmarł?
Dzień dobry, moim zdaniem w opisanym stanie faktycznym nie występuje żadna osoba uprawniona do zachowku, ponieważ zachowek przysługuje wyłącznie zstępnym, małżonkowi oraz rodzicom spadkodawcy (art. 991 § 1 k.c.).
Dziękuję