„Objection, Your Honor!” – czyli ile naprawdę wspólnego ma praca prawnika z filmami i serialami?
Czy praca prawnika wygląda tak jak w filmach? Krótkie pytanie, krótka odpowiedź: nie. Ale że byłoby to bardzo krótkie zakończenie artykułu, pozwólcie, że rozwinę temat – z przymrużeniem oka, ale i z powagą, na jaką zasługuje nasz zawód.
Hollywoodzka wersja: dramat, tempo i przemowy godne Oscara
W filmach prawnicy są zazwyczaj:
- nienagannie ubrani, nawet jeśli prowadzą sprawę życia w piwnicy kancelarii;
- zawsze w sądzie, najlepiej w dramatycznych procesach z ławą przysięgłych (której u nas, przypomnę, brak);
- elokwentni i nieomylni, przemawiają z taką pasją, że nawet sędzia zapomina o procedurze;
- a ich praca kończy się na efektownym „objection!” i triumfalnym wyjściu z sali sądowej przy dźwiękach podniosłej muzyki.
Tymczasem…
Rzeczywistość: kodeks, terminy, kawy trzy dziennie i walka z systemem ePUAP albo Portalem informacyjnym Sądu.
Prawdziwe życie prawnika wygląda raczej tak:
- 90% czasu spędzamy przy biurku, a nie przed ławą sędziowską;
- naszym największym przeciwnikiem nie zawsze jest adwokat drugiej strony, lecz… system teleinformatyczny sądu;
- nasze przemowy to przemyślane, rzeczowe pisma procesowe, często liczące kilkanaście stron, bez muzyki w tle;
- czasem miesiącami czekamy na wyznaczenie terminu rozprawy, a nie biegniemy z jednego procesu na drugi jak bohaterowie „Suits”.
To skąd ta fascynacja filmami o prawnikach?
Bo prawo to jednak dramat – tylko mniej spektakularny i bardziej skomplikowany.
Oto kilka powodów, dla których filmy prawnicze wciąż przyciągają tłumy:
- Prawo to konflikt a konflikt to sól narracji – nieważne, czy to rozwód, morderstwo czy walka o wolność słowa.
- Ludzie kochają sprawiedliwość lub przynajmniej chcą wierzyć, że istnieje – a filmy często dają jej wyidealizowaną wersję.
- Prawnik to archetyp bohatera, ktoś, kto staje po stronie słabszych, walczy z systemem i… ma świetne riposty.
- Jest w tym jakaś magia, bo choć na co dzień rozwiązujemy z pozoru „nudne” problemy – to dla naszych klientów są to często sprawy życia.
A czy w pracy prawnika jest miejsce na emocje jak z filmu?
Owszem – choć rzadko widać to na sali sądowej. Prawnik, nawet ten z krwi i kości, nie jest pozbawionym emocji cyborgiem. Czasem klient płacze. Czasem my wychodzimy z sądu i musimy złapać oddech. Czasem nocą wracamy do sprawy, która „siedzi nam w głowie”, bo wiemy, że ktoś naprawdę na nas liczy. Nawet dzisiaj zdarzyło mi się wraz z Klientką popłakać, bo pracujemy przy trudnej i emocjonalnej sprawie, no i serce wzięło górę nad rozumem.
Hollywood a my
| Filmy i seriale | Rzeczywistość |
| Obrońca w pięknym garniturze | Prawnik w togach i z notatnikiem |
| Emocjonalna przemowa przed sądem | Wniosek dowodowy na piśmie |
| Sprawa trwa 40 minut | Sprawa trwa 3 lata |
| Wszyscy są winni lub niewinni | Bywa różnie, zwykle „to zależy” |
| Happy end | Ugoda, apelacja, a czasem skarga kasacyjna |
A jednak… kochamy to, co robimy
Choć nasze życie nie przypomina serialu „The Good Wife”, a bardziej „The Busy Life”, to właśnie w tych pismach, analizach, rozprawach i negocjacjach kryje się prawdziwa siła prawa. To nie błysk fleszy, a żmudna codzienność zmienia rzeczywistość klientów.
Więc następnym razem, gdy ktoś zapyta mnie, czy jestem jak Harvey Specter, uśmiechnę się i powiem:
Nie. Ale potrafię wygrać sprawę bez potrzeby cytowania łacińskich sentencji i bez przerwy na efektowną scenę z whisky.
Na koniec przedstawię DODATEK: Prawnicze mity filmowe – i dlaczego warto je włożyć między kodeksy
TOP 5 NAJBARDZIEJ MYLĄCYCH SCEN Z FILMÓW I SERIALI O PRAWNIKACH
1. „Zgłaszam sprzeciw!” – czyli magia „objection!” z Suits
Harvey Specter: „I don’t play the odds. I play the man.”
Rzeczywistość: W Polsce nikt nie krzyczy „sprzeciw!” z teatralnym gestem. Co najwyżej składamy zastrzeżenie do protokołu, a jeśli sędzia przerwie nam wypowiedź, to… grzecznie prosimy o dokończenie zdania. I raczej nie wygląda to jak scena z Broadwayu.
2. Przypadek rozwiązany w jeden dzień – jak w CSI: Prawnik edition
Serialowy standard: Znaleźliśmy trop, mamy podejrzanego, wyrok zapadł, czas na kawę.
Rzeczywistość: Zbieranie dowodów, oczekiwanie na opinię biegłego, przesłuchania świadków… A potem zmiana składu sędziowskiego i zaczynamy od nowa. Sprawy ciągną się miesiącami, a czasem latami – zwłaszcza jeśli druga strona złoży apelację w ostatnim możliwym dniu (czyli standard).
3. Sędzia zmienia zdanie po dramatycznej przemowie adwokata – jak w Lęku pierwotnym
Richard Gere: „Ladies and gentlemen, the real monster is not in the dock… it’s out there!”
Rzeczywistość: Sędziowie w Polsce są bardziej odporni na wzruszenia niż przeciętny widz „Titanica”. Retoryka? Super, ale liczy się dowód, przepis, orzecznictwo. Teatr zostawiamy na deskach sceny, nie w sali rozpraw.
4. Prawnik zna odpowiedź na każde pytanie od ręki – jak w Ally McBeal
Ally: „Prawo to nie nauka ścisła. To sztuka.”
Rzeczywistość: Zdarza się, że musimy zajrzeć do komentarza, do orzeczeń, skonsultować się z kolegą – nie wszystko da się powiedzieć „na wyrywki”. A „sztuka” to raczej sztuka wyszukiwania w LEX-ie pod odpowiednim hasłem.
5. Prawnik ma tylko jedną sprawę na raz i dużo czasu na refleksje – jak w The Good Wife
Alicia Florrick: „Sometimes you have to defend the guilty to protect the innocent.”
Rzeczywistość: Gdybyśmy mogli zajmować się jedną sprawą, byłoby cudownie. Ale zazwyczaj w ciągu dnia przeskakujemy między frankowiczami, rozwodem z orzeczeniem o winie, negocjacjami umowy B2B i wnioskiem o zabezpieczenie kontaktów z dzieckiem, obroną oskarżonego. W przerwach próbujemy oddzwonić do klienta, napić się kawy, coś zjeść i choć przez chwilę pomyśleć o tym co będziemy robić w weekend.
Dlaczego mimo to KOCHAMY te filmy i seriale?
Bo… każdy prawnik potrzebuje czasem bajki o swoim zawodzie.
I choć nasze życie to raczej „Kancelaria i codzienność” niż „Prawo i bezprawie”, to jednak:
- fajnie jest uwierzyć, że sprawiedliwość zwycięża w 40 minut;
- że klient na końcu zawsze mówi: „Dziękuję, uratowała mi pani życie”;
- i że da się chodzić w garniturze/ kobiety w garsonkach na co dzień, nawet w lipcu.
Na zakończenie – cytat prawie filmowy (choć mój własny):
„Nie jestem postacią z serialu. Ale jeśli będziesz potrzebować pomocy – napiszę pismo, złożę wniosek i przypomnę sądowi, że termin do złożenia pisma jeszcze nie minął. Może bez muzyki dramatycznej, ale za to skutecznie.”
Na koniec, jak wiesz dawno mnie tutaj na blogu nie było. Pomimo wakacji spłynęła do mnie bardzo duża ilość spraw, niektórych trudnych i dramatycznych, więc chcąc nie chcąc musiałam opuścić na chwilę moją blogową przestrzeń.
Ponieważ mamy jeszcze czas wakacji napisałam dzisiaj coś z lekkością i przyjemnością, a do poważnych, prawniczych wywodów wrócę za jakiś czas.
Tymczasem życzę pięknego dnia i do miłego.
