Dlaczego język prawny różni się od języka potocznego? Oto jest pytanie.
Postaram się dzisiaj pokazać jak to naprawdę wygląda.
Czytając akty prawne, regulaminy czy umowy, wiele osób czuje się zagubionych w gąszczu skomplikowanych sformułowań, długich zdań i specjalistycznych terminów. Nie bez powodu mówi się, że język prawny to „język dla wtajemniczonych”.
Dlaczego prawnicy i legislatorzy, ale także urzędnicy nie używają prostszych, bardziej zrozumiałych słów?
Odpowiedź leży w specyfice prawa jako dziedziny życia.
Język prawniczy musi być precyzyjny i jednoznaczny, aby regulacje prawne mogły być interpretowane w sposób spójny i przewidywalny. Z kolei język potoczny, którym posługujemy się na co dzień, jest bardziej elastyczny i dopuszcza wieloznaczność, co ułatwia komunikację, ale mogłoby prowadzić do niejasności w kontekście prawnym.
Warto jednak pamiętać, że nadmierne skomplikowanie języka prawnego bywa krytykowane, gdyż utrudnia dostęp do prawa zwykłym obywatelom, którzy po prostu tego nie rozumieją.
Mało tego, ustawodawca, tak często komplikuje przepisy i niejednoznacznie je precyzuje, że niestety jest duże pole do popisu w zakresie różnej interpretacji tego samego przepisu. Pomimo, że każdy przepis ma być spójny, precyzyjny i logiczny (niestety to tylko teoria).
Podam kilka przykładów różnych pojęć prawnych, które dla przeciętnego obywatela są niezrozumiałe, co można nazwać „prawnym żargonem”.
Natomiast dokonam swoistego tłumaczenia tych przykładowo i losowo wybranych kilku pojęć na prosty ludzki język. Czyli innymi słowy, aby niezrozumiałe stało się zrozumiałe.
No i mamy pierwsze pojęcie – paradygmat. Urocze, prawda? Jak wybrałam tę definicję sama zaczęłam się śmiać, że lepiej nie mogło być.
No dobrze, odkrywam karty. Paradygmat to przyjęty model lub wzorzec, który określa sposób rozumienia i interpretowania określonych zagadnień prawnych. Jest to fundament, na którym opiera się dana teoria prawna lub praktyka stosowania prawa. Oczywiście pojęcie to ma szerokie zastosowanie w innych dziedzinach, a wywodzi się z greki. Tak, tak, to pojęcie stosowane jest w różnych gałęziach życia, nie tylko w prawie i jego teorii.
Prostym językiem można opisać tak, że jest to np. punkt widzenia, który przyjmujemy, żeby udało się zrozumieć sytuację prawną.
Idziemy dalej.
Od jakiegoś czasu wiele mówiło się w mediach, że polskie sądy zadają pytania prejudycjalne. Kto, oprócz prawników, wcześniej słyszał, co to za „wynalazek”?
Jest to bardzo ważny temat w kontekście europejskiego systemu prawnego.
Pytanie prejudycjalne to zapytanie skierowane do sądu wyższej instancji, np. Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, dotyczące interpretacji przepisów prawa unijnego. Jest stosowane w sytuacji, gdy sąd krajowy ma wątpliwości, jak zastosować/interpretować dane przepisy w konkretnej sprawie.
Gdyby przyszło mi napisać prostym językiem, ujęłabym to, że Sąd krajowy prosi Sąd unijny, aby ten ostatni wyjaśnił co ma zrobić ten pierwszy, bo przepisy są jakieś dziwne. Żeby jednak nie było łatwo czasami Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej odpowiada, że w zakresie zagadnienia, o które pyta Sąd krajowy, tenże ma sam zdecydować.
Teraz „pojadę po bandzie”.
Moje ulubione sformułowanie: prerogatywa. Choć zapewne niektórzy spotkali się z tym sformułowaniem, szczególnie w zakresie prawa łaski stosowanej przez Prezydenta RP. Przecież było mnóstwo publicznej dyskusji w tym zakresie.
Czyli rozjaśniło się już, że prerogatywa to szczególne uprawnienie przysługujące określonemu organowi lub osobie z mocy prawa, które nie podlega kontroli innych organów i inne organy nie mogą stosować danego uprawnienia.
Prostym językiem można ująć to tak, że jestto rodzaj specjalnego prawa, którego nikt nie może podważyć ani ograniczyć, albo stosować. Prawo łaski jest to uprawnienie tylko Prezydenta RP i żaden inny organ w państwie nie ma takiego uprawnienia. Koniec i kropka.
Prawnicy często używają pojęcia casus. Na szczęście definicja jest prosta, bo oznacza konkretny przypadek lub sytuację, które są przedmiotem analizy prawnej. Prawnicy często w rozmowach między sobą, kiedy dzielą się swoimi doświadczeniami zawodowymi, też często używają tego pojęcia, mówiąc „wiesz jaki ostatnio miałem/am casus?”.
Z casusem poradziliśmy sobie łatwo, ale teraz będzie gorzej, bo na tapetę biorę – kontradyktoryjność.
Kontradyktoryjność to zasada procesowa, zgodnie z którą strony w postępowaniu sądowym mają równe prawa do przedstawiania dowodów, argumentów i obrony swoich interesów, tocząc między sobą spór. Do tego to strony są aktywne w zakresie zgłaszania dowodów, a nie Sąd. Innymi słowy strony procesu mają obowiązek wykazać inicjatywę dowodową tak aby zwiększyć szansę na pozytywne dla siebie rozstrzygnięcie. Rola Sądu sprowadza się bowiem do rozstrzygnięcia, ale na podstawie materiału dowodowego dostarczonego przez strony.
Prosto odnosząc się do tej definicji, zasada ta oznacza, że strony w sporze sądowym mają równe szanse na przedstawienie swojego punktu widzenia, ale też muszą przedstawić dowody, bo nikt za nich tego nie zrobi.
Im dalej w las, tym więcej drzew, czyli czym jest konwalidacja?
Konwalidacja to proces uzdrowienia wadliwej czynności prawnej, np. umowy, decyzji administracyjnej, itp. poprzez podjęcie odpowiednich działań naprawczych. Oczywiście o ile jest to możliwe.
Innymi słowy, jeśli dana czynność prawna była wadliwa to poprzez proces konwalidacji można doprowadzić, że bez problemu i będzie mogła funkcjonować w obrocie prawny. Prostym językiem opiszę to tak: to jest tak, jakbyś poprawił błędnie spisaną umowę, żeby stała się ważna.
Na koniec napiszę co to jest preambuła?
Preambuła to wstęp do aktu prawnego, który zawiera cele, założenia i wartości, które przyświecały jego stworzeniu. Preambuły najczęściej występują w aktach prawnych Unii Europejskiej. W prawie krajowym także się pojawią, ale raczej rzadko. Czasami strony umowy decydują się na wprowadzenie preambuły. Nieraz Klienci decydują się na stworzenie takiego wstępu choćby w wewnętrznych regulaminach, ale to już ich wola i decyzja.
Prostym językiem opiszę to tak, że jest: to rodzaj wprowadzenia, które wyjaśnia, po co napisano dane przepisy, zasady, czy regulacje.
Na dzisiaj wystarczy tych „cudacznych” określeń.
Na koniec odniosę się do tego czy jest szansa, żeby język prawniczy, czy też przepisy były proste? Obawiam się, że wszystko zmierza w odwrotnym kierunku.
Nie mniej jednak, głowa do góry, nie ma się co martwić. Mamy piątek i piękny weekend przed nami.
Pozdrawiam i do miłego.
