Masz prawo do życia, do bycia sobą.
Masz prawo do układania swoich spraw jak chcesz i kiedy chcesz.
Rzecz oczywista, prawda?
Spełniając określone kryteria prawne masz prawo założyć rodzinę, wyjść za mąż, ożenić się, być w związku partnerskim. Choć z legalizacją tych ostatnich nie będzie tak prosto jak się wydaje. Ponoć jest to spór ideologiczny. Nie mnie to oceniać. Moim zdaniem, jest to spór prawny, ale nie o tym będzie dzisiejszy wpis.
Zawierając związek małżeński, zawsze wydaje się, że będzie on do końca życia. Jednak tak jest tylko w bajkach, że „żyli długo i szczęśliwie”. Wiele małżeństw nie przechodzi próby czasu z różnych powodów, a rozstania wielokrotnie bywają trudne. Sam proces rozwodowy przed Sądem do najłatwiejszych nie należy, bo często emocje sięgają zenitu, a także jest to niejednokrotnie miejsce, gdzie „prane są rodzinne brudy”. Z wielkiej miłości, małżonkowie po prostu przechodzą najczęściej, do wielkiej nienawiści.
Są też takie pary, choć na pewno jest ich mniej, które chcą się rozejść za porozumieniem, bez orzekania o winie, dogadując się także, co do innych kwestii życiowych po rozwodzie. Pomimo, że mają wszystko uzgodnione, muszą skierować sprawę do Sądu, bo tylko Sąd Wyrokiem wydanym w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej może orzec rozwód. Takie są obowiązujące przepisy i choćby niewiadomo co, taką procedurę trzeba przejść. Chcesz rozwodu, musisz iść do Sądu.
Natomiast niedawno media obiegła informacja, że w Ministerstwie Sprawiedliwości toczą się wręcz rewolucyjne prace nad zmianami przepisów dotyczących rozwodów.
Czego zmiany miałby dotyczyć?
Powstałaby możliwość tzw. rozwodów pozasądowych, innymi słowy, pary rozstające się bez konfliktu, mogłyby uzyskać rozwód inną drogą niż sądową.
Jaką? O tym poniżej.
Według nowej koncepcji rozwód mógłby być orzeczony także przed urzędnikiem Urzędu Stanu Cywilnego albo przed Notariuszem.
Nie oznacza to jednak, że Sądy byłby zwolnione z zajmowania się sprawami rozwodowymi. Zostałyby one w jurysdykcji tychże Sądów. Natomiast pod pewnymi warunkami można byłoby uzyskać rozwód stając przed urzędnikiem USC albo Notariuszem. Na razie zgodnie z pomysłami taki rozwód poza Sądem możliwy byłby tylko, gdy jest to sprawa bez orzekania o winie. Zatem małżonkowie musieliby być w pełni zgodni, co do rozwodu, oraz nie posiadać małoletnich dzieci. W przeciwnym wypadku sprawa musiałaby jednak trafić do Sądu i być orzekana w takim trybie jak dotychczas.
Według Ministerstwa Sprawiedliwości wprowadzając te nowe regulacje byłaby szansa na odciążenie Sądów, a także małżonkowie nie musieliby przechodzić niepotrzebnie całej procedury, która obowiązuje podczas postępowania sądowego. Poza tym nie musieliby czekać nawet po kilkanaście miesięcy na wyznaczenie terminu rozprawy. Takie terminy są na pewno w Sądach w Warszawie. Zdaniem Ministerstwa jeśli małżonkowie spełnią kryteria, o których mowa powyżej i uzgodnią warunki rozwodu, to Państwo powinno im ułatwić sprawne przeprowadzenie rozwodu.
Jak już projekt nabierze „większych rumieńców” i być może wpłynie do Sejmu myślę, że wtedy pojawi się mnóstwo głosów, gdzie będzie dużo zwolenników tego rozwiązania, ale też przeciwników. Nie trudno się domyślać, jakie będą podnoszone argumenty, że uproszczenie procedur zwiększy ilość rozwodów, że ludzie będą podejmowali pochopne decyzje, a przecież małżeństwo to rodzina i jako taka powinna być razem. To prawda, tylko co wtedy, kiedy małżonków już nic nie łączy, a w domu wieje chłodem? Niech każdy więc odpowie sobie na pytanie, jakie wówczas jest najlepsze rozwiązanie.
Oczywiście, żeby nie było, nie jestem zwolenniczką rozwodów, ale jako prawnik naprawdę z wieloletnim stażem, napatrzyłam się na różne życiowe sytuacje i czasami jest to najlepsze wyjście, jeśli są szanse na zakończenie relacji w spokoju, ciszy i z wzajemnym szacunkiem. Zobaczymy w jakim kierunku pójdą propozycje Ministerstwa, będę się temu przyglądała i na pewno informowała, bo taka moja rola.
Tymczasem serdecznie pozdrawiam i życzę pięknego dnia.
