Poniedziałek, czy ktoś miewa lub miewał syndrom poniedziałku, szczególnie w pracy? Miałam, ale dawno temu. Przeszło mi całkowicie, gdy zrozumiałam, że to jest dzień jak każdy inny. Czym przecież różni się od środy, czy piątku? Niczym.
Dzień dobry w ten piękny, ciepły i wiosenny dzień.
Zaczynamy nowy tydzień, nowe wyzwania, obowiązki, ale zapewne też znajdzie się czas na odpoczynek, bo inaczej się nie da.
Receptą na to, żeby w pracy dobrze funkcjonować, mieć wspaniałe pomysły, albo po prostu pracować należycie, jest zachowanie równowagi pomiędzy tą pierwszą, a życiem prywatnym. Zmęczony pracownik jest najczęściej sfrustrowany, nieuważny, popełnia dużo błędów. Dlaczego? Bo brak mu odpoczynku. Dlatego już od dawna w wielu krajach w Europie odbyły się pilotażowe programy, aby tydzień pracy ograniczył się do czterech dni. Programy te zakończyły się sukcesem, bowiem nie spadła wydajność pracy, pracownicy wykonywali swoje zadania chętnie i z zaangażowaniem. Natomiast trzy dni wolnego dało czas na odpoczynek, spędzenie czasu z bliskimi i jak to się mówi „naładowanie akumulatorów”. Po tych kilku dniach wracali do pracy chętnie i pełni zapału.
W naszym kraju też mówi się, że czterodniowy tydzień pracy, to w zasadzie nieuchronność. Pozostaje kwestie nie „czy”, tylko „kiedy”.
Wielu osobom nie mieści się w głowie, że taka praca jest możliwa z korzyścią do pracodawcy i pracownika. Myślę jednak, że z racji tego, iż jest to nowość, dlatego pojawiają się obawy. To co nowe często napawa nas lękiem, ale potem najczęściej okazuje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują.
Pamiętasz, jak wiele lat temu było z wolnymi sobotami. A to się nie da, to się nie uda, itd.
No i co? Dzisiaj bez wolnych sobót nikt nie wyobraża sobie życia.
Jak kogoś interesuje jak wchodziły w życie stopniowo przepisy odnośnie tych sobót, zapraszam do moich zasobów archiwalnych. Napisałam kilka zdań o tym wydarzeniu sprzed lat.
Dzisiaj jednak w zasadzie miało być o czymś zupełnie innym, ale jakoś popłynęło o tych wolnych dniach.
Zapowiadając nowy wpis zaznaczyłam, że będzie wiosennie i od serca.
Niech tak się stanie, a zatem tak jest.
Wiosennie, bo niezaprzeczalnie jest maj. Dla mnie jest to najpiękniejszy miesiąc, ponieważ przyroda jest soczysto – zielona, nie wypalona słońcem, bo ptaki pięknie budzą mnie każdego poranka (okno w sypialnie jest otwarte) i słychać ich cudowny śpiew, bo w końcu w maju mam imieniny. Choć już jest po tym wydarzeniu, ale było piękne spotkanie z rodziną i ze znajomymi, były życzenia i oczywiście prezenty. Lubię prezenty dostawać, nawet bardzo lubię, ale też uwielbiam obdarowywać bliskie mi osoby.
Gdybyś zapytał/a czy tak jest? Z pewnością odpowiedź byłaby twierdząca.
Najważniejsze wydarzenie tego tygodnia, to Dzień Mamy, który w tym roku pięknie wypada, bo w niedzielę. Pomimo, że dzień ten będzie dopiero za kilka dni, ale już dzisiaj, przy okazji wpisu, składam Mamom wszystkiego najlepszego, niech każdego dnia towarzyszy Wam radość, szczęście, szacunek i oczywiście zdrowie.
A tak przy okazji, skąd wzięło się to święto?
Jak to zwykle bywa początki datują się od starożytności. W tym przypadku też tak jest. Ile to cudownych tradycji przyniosła nam starożytna Grecja i starożytny Rzym czy Egipt. Trzeba czerpać tę wiedzę i stosować w życiu.
Ok., ale do rzeczy.
Zarówno w Rzymie jak w Grecji, matki – boginie, były otaczane szczególnym szacunkiem, będąc przedmiotem kultu religijnego (w zasadzie podmiotem). Matka – bogini była bowiem symbolem płodności i urodzaju. Gdy chrześcijaństwo zagościło na dobre, nie wyznawano tego kultu, traktując go jako pogański. Wiele wieków była więc cisza, dopóki w siedemnastowiecznej Anglii nie pojawił się zwyczaj, nazywany „Niedziela u Mamy”. Święto to przetrwało do XIX wieku i zniknęło, ale powróciło w XX wieku po 1945 roku.
W Stanach Zjednoczonych jedna z amerykańskich nauczycielek ogłosiła Dni Matczynej Pracy, który stał się potem Dniem Matki dla Pokoju, żeby ostatecznie stać się Dniem Matki. Obchodzony jest w drugą niedzielę maja i stanowi święto narodowe.
Co natomiast przydarzyło się w Polsce?
Dzień ten był obchodzony przed wojną. Ale nie miał stałej daty, odbył się 13 maja 1934 r. i 7 maja 1939 r. Organizacją tego dnia zajmował się Polski Czerwony Krzyż.
W okresie ii wojny światowej, Dzień Mamy był obchodzony na terenie Generalnego Gubernatorstwa, ale tak naprawdę było to święto III Rzeszy.
W okresie powojennym święto na stałe weszło do naszego kalendarza i jest obchodzone 26 maja . Bardzo dobrze, bo to jest piękny, majowy czas.
Na dzisiaj to tyle, było majowo, kobieco, a o prawie napiszę w następnym poście, a kiedy to będzie? Zapewne niebawem. Pozdrawiam serdecznie i życzę pięknego dnia.
