Dzień dobry mój kochany blogu. Dzień dobry moi kochani Czytelnicy. Ostatnio nie miałam okazji wpaść tu i napisać co nieco, bo miałam intensywny czas, będąc w podróży.
Od dzisiaj jestem już na miejscu i nie może być inaczej, aby „Prawa strona kobiety” nie zasiliła się nowym wpisem.
Co zatem się u mnie działo?
Przede wszystkim miałam tzw. sesję sądową wyjazdową. Można rzec, że mecz do zagrania na gościnnym terenie.
Starannie, jak zwykle, przygotowywałam się do spotkania mojej Klientki ze stroną przeciwną, bo sprawa była trudna i delikatna, dotycząca kwestii rodzinnych. Czyli wiadomo, dużo emocji, obaw i lęków jak to będzie.
Oczywiście jesteśmy na początku drogi, ale wierzymy z moją Klientką, że będzie dobrze.
Wobec tego spędziłam dwa dni poza Warszawą. O pisaniu na blogu nie było mowy, bo to był czas całkowicie poświęcony mojej Klientce. Ona potrzebowała nie tylko wsparcia prawnego, ale też po prostu wsparcia ludzkiego, pocieszenia i podtrzymania na duchu.
Wiele razy pisałam na blogu, że nie ograniczam się tylko do wykonania zadań prawnych, ale jak mogę i potrafię wspieram moich Klientów także mentalnie w drodze sądowej. Wiem ile kosztuje moich Mocodawców stresu i nerwów. Jak udaje mi się wlać w ich serce trochę spokoju, jestem szczęśliwa. Nie tylko z tej ludzkiej strony, ale także, gdy Klient staje przed Sądem. Jeżeli jest spokojny, zdecydowanie na rozprawie wypada lepiej, bo jest skoncentrowany na sprawie, a nie na swoich emocjach.
Czy to jest możliwe? Tak jest możliwe, bo tak właśnie działam i niejedną osobę udało mi się spokojnie przeprowadzić przez meandry prawne i sądowe.
Po tych dwóch dniach wsiadłam w samochód i „biegiem” do Warszawy, bo czekały na mnie inne sprawy zawodowe, a do tego zaraz jazda na lotnisko i wylot na kilka dni za granicę.
Otóż, dałam sobie właśnie te kilka dni żeby odpocząć, spotkać się z moją znajomą, która od lat mieszka za granicą.
Ten czas był bardzo intensywny, bo rozmowom nie było końca. Jak to kobietki, gadają i gadają. Nam też tak się zdarzyło, że kończyłyśmy nasze rozmowy o drugiej w nocy. Rano pobudka, bo trzeba było wstać. Plan dnia był mocno napięty, bo dużo zwiedzania, spotkania ze znajomymi. Pogoda dopisała, było pięknie jak latem.
A gdzie byłam?
W Szwajcarii.
Piękny kraj, cudowne widoki, a powietrze pachnie Alpami. Jeśli ktoś jest ciekaw to relacja z tego wyjazdu okraszona pięknymi zdjęciami znajduje się na moim profilu na FB lub Instagram. Zachęcam do obejrzenia, bo widoki są cudne.
Dzisiaj wróciłam do pracy. Zadań do wykonania po tej przerwie jest dużo, dlatego dzisiaj krótko.
Wpadłam przede wszystkim, żeby się przywitać, napisać, że nie zapomniałam o moich Czytelniczkach i Czytelnikach. Nowości prawne, pojawią się już w przyszłym tygodniu. Zatem do zobaczenia.
Pozdrawiam serdecznie i życzę pięknego dnia. Monika.
