Jesteś zwycięzcą.

Często się mówi, że życie trudne jest, a konflikty są nieodłączną jego częścią. Jak się ciągle tak powtarza i jeszcze bezgranicznie wierzy, to zapewne tak jest.

Osoba, która tkwi w tym przekonaniu najczęściej doświadcza konfliktów i to z różnych dziedzin. Oczywiście życie nie jest tylko usłane różami i występują różne momenty i te lepsze i te złe. Natomiast gdy pojawią się te złe, warto nie chować głowy w piasek, bo to nic nie da, a przystąpić do działania i szukać rozwiązań.

Ile ja się napisałam postów o tym, że warto rozmawiać, że spory najlepiej rozwiązywać poprzez negocjacje, mediacje, itp. (jakkolwiek to zwał). Niestety sporo osób nie potrafi odpuścić, wręcz podsycając konflikt i niejednokrotnie sprawa trafia do Sądu.

Ze sprawą w Sądzie różnie bywa,  jak wiesz. Sąd wcale nie musi uznać, że Ty masz rację, pomimo, że całkowicie winnym za powstanie sporu jest druga strona.

No właśnie, jak świat światem, najczęściej wygląda to tak, że jak się stanie coś złego, obwiniamy za to drugą stronę, twierdząc, że po naszej stronie nie ma ani grama winy. Czyżby?

Dobrze, nad tym zastanowimy się innym razem.

Dzisiaj pokazać chcę jedną z metod, która przy powstałym konflikcie może pomóc go rozwiązać.

Proponuję krótkie ćwiczenie, polegające na zadaniu pytania: „jakby to było, gdybym z XY zawarł porozumienie?

Pomyśl o tym, niech przychodzi Ci do głowy, co chce i to dobre i to złe. Puść to pytanie w przestrzeń i poczekaj jaka przyjdzie odpowiedź.

Oczekując na tę odpowiedź, tymczasem opiszę, choć skrótowo jedną z technik, która pozwala dojść do porozumienia pomiędzy zwaśnionymi stronami.

Technika ta popularnie zwana jest „win – win”. Metoda win – win oznacza, że każdy jest wygrany. Naprawdę? Czy to w ogóle jest możliwe? Tak, tak oczywiście, bo wszystko zależy od podejścia do sprawy.

Wychodząc więc z założenia, że świetnie byłoby, aby każdy czuł się wygrany, warto przyjąć to jako cel rozwiązania powstałego konfliktu.

Natomiast ważne podkreślenia jest, że tej metody nie powinno się utożsamiać jako sposób na kompromis. Zasada kompromisu sprowadza się do tego, że każda ze stron konfliktu z czegoś rezygnuje. Innymi słowy oznacza, że ich potrzeby nie zostają w pełni zaspokojone. Czyli w kompromisie nie mamy win-win.

Nie oznacza to, że kompromis jest zły, wręcz przeciwnie, tylko polega na tym, że strony wychodzą z założenia, że warto z czegoś zrezygnować, żeby jednak dogadać się i ten kompromis osiągnąć. To jest oczywiście dobre rozwiązanie, bo ostatecznie strony się dogadują i zamykają konflikt.

My jednak dzisiaj skupiamy się na zupełnie innym podejściu do konfliktu, czyli, że każdy jest wygrany. Czy zatem jest możliwe, że każdy jest wygrany? Czy trudno w to uwierzyć? Jest to jednak możliwe.

Opowiem pewną historię, która jest klasycznym przykładem win – win (notabene podobną opowieść czytałam, gdzie głównym bohaterem były pomarańcze), a u mnie wygląda to tak.

Spotkały się dwie osoby. Zobaczyły na ulicy leżące jabłko. Jedno, a osoby dwie. Każda z nich miała chrapkę na ten owoc. Tylko, że każda chciała inną część , ale nie porozmawiały o tym.

Nie zastanawiając się nad niczym i kierując się tylko chęcią złapania jabłka we własne ręce, obie ruszyły z impetem. Wobec tego, obie podbiegły do jabłka i każda z nich próbowała złapać go w całości, wyrywając sobie nawzajem.  

Zrobił się konflikt kto pierwszy pochwycił jabłko i do kogo należy, bo obie trzymały owoc, nie chcąc go wypuścić.

Każda krzyczała: „jabłko jest moje, a nie twoje”.

W pewnym momencie podszedł do nich mężczyzna i powiedział: „ rozstrzygnę do kogo jabłko należy. Ono jest moje, a właśnie, że moje”. Strony konfliktu krzyczały dalej.

„No dobrze, możecie krzyczeć, a nawet wrzeszczeć, a wtedy nic z tego nie wynika. Lepiej niech każdy mi powie, do czego potrzebne jej to jabłko?”

Odzywa się pierwsza osoba: „ja to jabłek nie lubię i wcale nie miałem zamiaru go zjeść. Potrzebne są mi tylko pestki, bo zasadzę je w ziemi. Wtedy wyrośnie jabłoń i da mi ochłodę w gorące, letnie dni”.

„A Tobie do czego potrzebne jest jabłko?” – zapytał mężczyzna drugiej osoby. „Jestem głodny  i chcę zjeść jabłko.

Czy z pestkami? Zapytał znów mężczyzna.

Nie, bo pestek nie lubię i nie są mi do niczego potrzebne.

Czy zatem możesz dać te pestki temu z kim się kłócisz?

Tak – odpowiedział.

Jaki jest koniec tej historii?

Jeden z mężczyzn zjadł jabłko, bo był głodny, a drugi z tego jabłka zabrał pestki, żeby posadzić drzewo w swoim ogrodzie.

Czyli konflikt zakończył się, że każda ze stron osiągnęła w pełni to co chciała.

Zatem mamy win – win.

Jak skutecznie dojść tą metodą do rozwiązania konfliktu?

Trzeba przede wszystkim określić problem, gdzie występuje zasadnicza różnica pomiędzy stronami. Pozwolić, aby każda ze stron określiła o co jej tak naprawdę chodzi.

Warto też opisać możliwe rozwiązania, a mediator powinien pomóc odnaleźć jak największą liczbę tych rozwiązań.

Kolejnym krokiem jest podjęcie decyzji co do modelu rozwiązania. Oczywiście będąc w mediacji, przez cały czas trzeba rozmawiać o potrzebach, możliwych rozwiązaniach problemu, żeby zbliżać się do porozumienia, a nie oddalania się.

Po czym należy podjąć decyzję co do rozwiązania.

Obydwie strony powinny zgodzić się na wybór jednego rozwiązania, które satysfakcjonowałoby wszystkich w jak największym stopniu.

Na koniec – wcielić to rozwiązanie w życie.

Takie podejście do rozwiązywania konfliktów ma wiele dobrych stron. Przede wszystkim myślenie w kategoriach „wygrany-wygrany” skutkuje największymi sukcesami i naprawdę zbliża dość szybko do osiągnięcia porozumienia.

Ważne jest także, że podejście win-win zachęca do znalezienia rozwiązania, a nie generowania konfliktu.

Wreszcie konflikt rozwiązany metodą win-win nie pozostawia nikogo w poczuciu przegranej, a wręcz odwrotnie.

Zatem szukajmy rozwiązań sporów, bo to ostatecznie zawsze wychodzi na dobre.

Dodaj komentarz