Cytat: „Człowiek nigdy nie powinien pracować tyle, aby nie mieć czasu na życie”.
Takie zdanie jakiś czas temu przeczytałam. Nie są to moje słowa, nawet nie jestem pewna, czy dokładnie zacytowałam autora, a i Jego osoba nie jest mi znana.
Nie mniej jednak, jest to bardzo wymowne i warto się zastanowić, co w życiu jest priorytetem?
Teraz w okresie wakacyjnym pewnie większość znajduje czas choćby na krótkie wakacje. Znam jednak mnóstwo osób, które przerwę wakacyjną mają raz do roku i to tylko tydzień, bo przecież trzeba pracować. Owszem, praca jest potrzeba i ważna, ale jeśli nie zachowa się balansu pomiędzy nią, a odpoczynkiem, bardzo prawdopodobne jest, że dopadnie nas zmęczenie, frustracja, złość i inne negatywne emocje.
Kilka krajów jakiś czas temu zdecydowało się na wprowadzenie pilotażowych programów odnośnie czterodniowego tygodnia pracy. Okazało się, że pracownicy w tym skróconym czasie wykonywali dobrze swoje obowiązki, ba, nawet lepiej, niż w dłuższym tygodniu.
Dlaczego?
Odpowiedź jest dość prosta, bo nie byli zmęczeni, przepracowani i mieli więcej czasu na różne aktywności poza pracą.
Można powiedzieć, że te programy pilotażowe zakończyły się sukcesem.
W Polsce także coraz częściej i więcej mówi się o tym, żeby pójść tą drogą, krótszego tygodnia pracy.
Czy tak się stanie? Zobaczymy.
Oczywiście nie jest to takie proste, bo po pierwsze trzeba dostosować ku temu przepisy, czyli przejść cały proces legislacyjny, po drugie ważna jest także zmiana mentalności, czy nie będą te zmiany wywoływały obaw w pracownikach. Przecież niektórzy z nich mogą pomyśleć, skoro skraca się tydzień pracy, to może już tyle osób nie będzie potrzebnych i zaczną się zwolnienia.
Kiedyś takim przełomem, były wolne soboty. Wchodziły w życie stopniowo, a potem już każdy weekend stał się prawdziwym weekendem.
Kiedy to było? Oj, dawno.
Teraz sięgnijmy w przeszłość, aby pokazało się jak w zaczarowanej kuli, co było z tymi wolnymi sobotami.
Pierwsza wolna sobota – to 21 lipca 1973 r., prawdę napisałam, było to dawno. Wolna sobota została wprowadzona w oparciu o dekret Rady Państwa (tak, był kiedyś taki organ i wydawał dekrety). Natomiast w 1973 r. rzeczona Rada Państwa wydała kolejny dekret, tym razem upoważniając ówczesny Rząd do wprowadzania w każdym roku dodatkowych dni wolnych od pracy.
Zatem najpierw były dwie wolne soboty, potem było sześć sobót rocznie, gdzie można było odpoczywać od pracy. Aż nastał 1975 r., gdzie wolnych sobót było już dwanaście. To był hicior.
Idąc dalej, bo kolejne lata przynosiły kolejne zmiany. Mianowicie: w roku 1979 zostało wprowadzonych czternaście wolnych sobót, a w 1981 r. co druga sobota była już wolna.
Ale największy czad nastąpił po zmianie ustroju w 1989 r., gdzie tydzień pracy stał się pięciodniowy.
Jak widać rodziło się to długo i w bólach, ale jednak ostatecznie od wielu lat mamy wolne weekendy, a czasami nawet tzw. długie weekendy.
Jak będzie z tym czterodniowym tygodniem pracy? Myślę, że mogą rozwiązania prawne pójść w tym kierunku, dlaczego by nie? Pożyjemy, zobaczymy.
A ja, coraz częściej robię sobie tydzień pracy od poniedziałku do czwartku, oczywiście jak jest taka możliwość. Nie ukrywam, że jest to bardzo dobre rozwiązanie, choć w moim przekonaniu zbyt rzadko z niego korzystam.
W tym tygodniu kończę pracę dzisiaj czyli w czwartek i hulaj dusza piekła nie ma. Zatem do następnego razu i życzę miłego weekendu.
